Followers

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Eyes Of Rose 9

Obudziłam się z silnym bólem głowy. Nie wiedziałam jak trafiłam do domu, ale musiałam trafić, bo leżałam na łóżku, choć nie otwierałam oczy, gdyż ból był nie do zniesienia. Do tego przyszły jeszcze obawy czy to David pomógł mi dojść do łóżka, czy jakaś moja podświadomość wiedziała co mam robić. Nigdy nie byłam jeszcze pijana, w ogóle nigdy nie piłam, a pierwszy raz skończył się fatalnie.
Z przyzwyczajenia sięgnęłam ręką obok łóżka, by z szafki nocnej wziąć butelkę z wodą. Nie było tam niczego, tylko pusta przestrzeń. Coś mi się nie zgadzało, w tym miejscu zawsze stała szafka!
Przestraszyłam się otworzyłam oczy. Gdy tylko to zrobiłam, zobaczyłam odwróconego do mnie tyłem chłopaka o ciemnych włosach i długich nogach.
Krzyknęłam głośno, choć zaraz pożałowałam tego.
-Co robisz w moim pokoju?! - warknęłam, ale to pytanie również było błędne.
Rozejrzałam się i to nie był mój pokój. Może taksówkarz okazał się jakimś chorym gwałcicielem i zabrał mnie do siebie. Szybko spojrzałam na siebie. Miałam nadal sukienkę na sobie i co ważniejsze - bieliznę.
Chłopak zaśmiał się widząc moje zdenerwowanie. Przyjrzałam się mu. Od razu go poznałam, bo to on zajmował miejsce Nathan'a w moich snach.
-Przepraszam - wyjąkałam i wstałam, lecz o mało się nie przewróciłam, tylko owy chłopak mnie złapał co wywołało u mnie rumieniec.
Był tak blisko, więc pośpiesznie się oddaliłam.
-Co się stało? - zapytałam go.
-Cieszę się że nie pytasz mnie o imię, ale ja twojego nie znam, żebym mógł zacząć.
-Rose.
-Ładnie - posłał mi uśmiech godny anioła - no więc, wczoraj czekaliśmy na ciebie z chłopakami, jednak nie przychodziłaś. Oni koło północy poszli spać, a ja oglądałem film. Wtedy ktoś zatrąbił i taksówkarz wytłumaczył mi, że dziewczyna zakazała się tu przywieść, ale zasnęła na tylnym siedzeniu... powinnaś się cieszyć, że nic ci nie zrobił - dodał poważniejąc.
-Przepraszam - powtórzyłam - musiałam pomylić adresy.
-Nic się nie stało.
W tym samym momencie złapałam się za głowę. Czyli nie było mnie na noc w domu! Nawet nie chcę myśleć, czy David wezwał policje, czy szuka mnie cała okolica.
-Która jest godzina?- zapytałam łamiącym się głosem.
-9 rano, chłopaki jeszcze śpią.
-Muszę wracać do domu, jak zobaczą że mnie nie ma, wrócę do matki!
-Czekaj! Mieliśmy porozmawiać!
-Nie mogę. I tak przesadziłam.
-Może cię odwiozę? Nie daj się prosić, przecież chyba nie znasz na tyle Londynu, żeby trafić.
Teraz to ja się zaśmiałam. Był identyczny jak w moich snach.
-Dobrze i po drodze wytłumaczysz mi skąd to wiesz.
Już niedługo potem siedzieliśmy w jego samochodzie. Wtedy przejrzałam się w lusterku. Miałam cały rozmazany makijaż i brudną sukienkę, przypominałam trochę klauna z cyrku. Dziwiłam się, że brunet tyle czasu powstrzymywał się od śmiechu.
-No więc teraz mi opowiedz. Skąd wiesz, że nie jestem stąd?
-No prosze, myślisz że nie oglądam telewizji? Rosalie Santorio, dziewczyna Nathan'a Sykes'a. - ostatnie trzy słowa wręcz wycedził. Trochę mnie to przeraziło.
-Skoro to wiesz, czemu pytałeś się o imię?
-Wiem, że nie lubisz jak ktoś mówi Rosalie tylko Rose. Chciałem się upewnić.
-Skoro jestem dziewczyną jednego z The Wanted to czemu mi pomagasz?
Uśmiechnął się kpiąco.
-Sam nie wiem - przyznał nieśmiało - staram się unikać ich i ich dziewczyn, przyjaciół. Ale nie umiałem cię tak po prostu zostawić w tej taksówce - spuścił głowę.
-Nie rozumiem czemu się nie lubicie, ale musisz wiedzieć, że to po ich stronie jestem, nie waszej.
Ucichł na dłuższą chwilę i patrzył się przed siebie. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
-Bardzo mi przykro z tego powodu - odezwał się wreszcie.
-Tak, mnie też - uśmiechnął się lekko, gdy to powiedziałam- Masz bardzo ładny uśmiech - dodałam zanim zdążyłam się ugryźć w język.
-Dziękuję, nie powinienem tego mówić i nie powtarzaj tego Nathan'owi, ale jesteś bardzo ładna.
Zarumieniłam się jeszcze bardziej niż wcześniej i dopiero wtedy zobaczyłam, że stoimy już pod domem.
-Spotkamy się jeszcze? - wypaliłam, gdy miałam już wychodzić, nie wiedziałam nawet co mnie do tego pokierowało.
-Mam taką nadzieję... poczekaj! Masz mój numer, zadzwoń i powiesz mi czy nikt nie zobaczył, że cię w nocy nie było - podał mi karteczkę.
W następnej minucie, zdęłam buty i puściłam się biegiem po trawniku w stronę mojego balkonu, po którym znów się wdrapałam.
Poświęciłam trochę czasu na rozczesanie włosów, zmycie na makijażu i szybki prysznic, po czym założyłam piżamę i zeszłam na dół, prosto do kuchni.
-Hej Rose, wczoraj się nie widzieliśmy. Przepraszam, wróciłem na prawdę późno i nie chciałem cię budzić - powitał mnie David, aż odetchnęłam głośno z ulgą.
-Nie martw się tato, nic się nie stało. Jak w pracy?
-Dobrze, dzisiaj mam spotkanie z Emmą Watson.
-Świetnie.
Całe śniadanie jadłam jednego tosta, a tak naprawdę to męczyłam się z uporczywym bólem głowy i to nie dlatego że za dużo wypiłam - ten ból już minął. Teraz rozbrzmiewał w niej głos bruneta, a ja usilnie próbowałam się pozbyć jego twarzy i głosu. To było denerwujące, że uczepił się tam jak chwast.
Podczas posiłku Marietta cały czas na mnie spoglądała, ale udawałam że tego nie widzę. Nie chciałam, żeby się wypytywała czemu nie wróciłam na noc i gdzie byłam, bo wiem, że na pewno zauważyła, że nie weszłam wczoraj z powrotem do domu.
Odeszłam po godzinie do pokoju i od razu rzuciłam się do telefonu. Chęć usłyszenia głosu bruneta wygrywała ze mną, choć wiedziałam że ten chwast zagnieździ się głębiej.
-Wszystko okej, nikt się nie dowiedział - odpowiedziałam mu na pytanie, które szybko wcześniej zadał.
-To dobrze, więc spotkasz się ze mną dzisiaj?
-Może.
-No nie daj się prosić, odpowiem na twoje pytania. O 16.00 ?
-Nie mogę.
-Czemu? Przecież nikt się nie dowie.
-Nie o to chodzi, o 16 Nathan wylatuje i chcę pojechać na lotnisko.
Nie wiadomo czemu, od tej wiadomości poweselał.
-Dobrze, to spotkamy się o 19?
-Nie wiem czy to dobry pomysł, żebym znów wychodziła gdzieś - próbowałam się wymigać.
-Przyjdę do ciebie.
-Ochh... no dobrze. Chociaż nikt nie zrobi nam zdjęcia.
Zaśmiał się radośnie. Miał taki dźwięczny głos, nie miałam pojęcia co się ze mną dzieje.
Następną godzinę rozmawiałam z Jennifer. Chciała się dowiedzieć co ze mną, czy trafiłam do domu etc. Nic jej nie powiedziałam że spędziłam noc w domu One Direction, bo nie miałam pewności czy aby tą informacją nie podzieli się z kimś innym.
Potem zaczęłam się szykować na spotkanie z Nathan'em. Tak, Nathan'em, a nie brunetem z One Direction. Teraz miałam wizję naszego pocałunku, a nie twarz bruneta. Tylko Nathan się liczył.
Założyłam długą spódnicę i wysokie buty, a gdy dostałam sygnał na komórkę od chłopaka, od razu zbiegłam po schodach.
Powitał mnie w samochodzie, a sama by zabić chwasta w mojej głowie pocałowałam go namiętniej niż kiedykolwiek. Na szczęście spodobało mi się to.
-Przyrzekam, że jak wrócę wynagrodzę ci to - pocieszał mnie, choć wcale nie byłam smutna, na lotnisku.
-W jaki sposób?
-W poniedziałek będę tu już o 10 rano, przyjadę po ciebie i wybierzemy się na festiwal.
-To świetny pomysł, nie mogę się doczekać.
Pocałowałam go i już go nie było. Aczkolwiek nie było mi na tyle smutno, żebym zaczęła płakać czy już tęsknić. Nawet się nie obwiniałam za to, że tego nie robię, bo to był tylko tydzień, szybko minie i znów będziemy razem. Tak, to na pewno było to, a nie dlatego że go nie kocham...
Taksówką wróciłam do domu. Marietta już nie komentowała moich wyjść, bo wiedziała (pewnie od David'a), że The Wanted wyjechało na tydzień. Dlatego nie mogła się uczepić tego, że wychodzę do Nathan'a.
Z kuchni wzięłam kilka paczek ulubionych ciastek, żelek i karton soku brzoskwiniowego (mojego ulubionego).
-Po co ci to słonko? - zainteresowała się Ritta.
-Jestem głodna- skłamałam i w sekundzie zniknęłam.
Postanowiłam się przebrać, w coś lżejszego. Jakoś długa sukienka nie pasowała mi do spotkania z brunetem. Miał coś w sobie co wołało do mnie : załóż obcisłą mini! Jednak powstrzymałam się - założyłam krótką sukienkę, ale zwiewną z cienkiego materiału.
Usiadłam na łóżku i z uwagą czekałam na dzwonek do drzwi, lecz coś (ktoś) zapukało do balkonu. Z początku sądziłam że to ptak, ale pukanie nie przestawało. Otworzyłam drzwi i ujrzałam bruneta.
-Harry! Co ty tu robisz? Sądziłam że wejdziesz drzwiami jak człowiek.
-Nie chciałem ci przysparzać kłopotów.
-Nie martw się, David przyjedzie z pracy późno.
-Kto?
-Mój ojciec, tylko gdy nie słucha mówię o nim David, mamie nie przeszkadza.
-Opowiedz mi o sobie. O rodzinie - poprosił.
-Dobrze, ale potem opowiesz o swojej.
Kiwnął głową. Zanim się obejrzałam siedzieliśmy na łóżku po turecku zajadając się tym co przyniosłam i pijąc nasz ulubiony sok (tak się złożyło, że to również jego ulubiony smak).
Opowiedzieliśmy sobie ze szczegółami swoją przeszłość. Bardzo mnie zaciekawiło to jak postanowił iść do X Factora. Był przekonany że go odrzucą, a teraz tak mu się poszczęściło.
-To trochę przykre słuchać jak ktoś musiał tyle pracować na szczęście, gdy ja mam wszystko to czego potrzebuję na wyciągnięcie ręki.
-Wcale nie, może to tobie się poszczęściło w ten sposób.
-Nie powiedziałam, że jestem szczęśliwa.
-Jak to? - przysunął się bliżej, ale akurat nie zaprotestowałam.
-Poza tobą, The Wanted i dwójką innych znajomych których poznałam tutaj przez przypadek, nie znam osób w moim wieku. Opowiadałam ci jak rodzice za wszelką cenę próbowali mnie odciągać od rówieśników, normalnej szkoły, nastoletniego życia. To nie jest takie fajne.
Złapał mnie za dłoń. Była tak ciepła i przyjemna w dotyku, że nawet nie zabrałam swojej.
-Nie martw się, w Londynie wszystko się zmieni.
-Naprawdę?
-Na pewno.
Ni stąd, ni zowąd przytuliłam go. Po prostu odczułam taką potrzebę.
-Okej, a powiesz mi gdzie twoja łazienka? Siedzimy tu od pięciu godzin.
-Drzwi po lewo.
Uśmiechnął się i odszedł. No tak. Była już północ, a mi wcale nie chciało się spać. Mogłabym siedzieć z nim tak całą noc. Na szczęście dom miał nadzwyczajnie grube ściany i nawet gdybym teraz zaczęła krzyczeć, nikt by tego nie usłyszał.
-Rose? Bo mam mały problem - zawołał i szybko pobiegłam do łazienki.
-Woda nie leci - wytłumaczył mi.
Wzięłam prysznic i odkręciłam wodę. Wszystko było okej, to niby czemu nie leciała w umywalce?
-Żartowałem - zaczął się śmiać, więc oblałam go wodą.
Zrobił zdziwioną minę i zabrał ode mnie prysznic i zaczął mnie oblewać. Bawiliśmy się tak, że wszystko w łazience pływało, a oboje byliśmy przesiąknięci wodą, od włosów do butów.
-Dobra poddaje się! - krzyknął, a to pewnie dlatego że jego włosy się wyprostowały i wyglądał idiotycznie.
-Powiedz to mojej łazience.
Wziął ręczniki i rzucił je na podłogę.
-Wyschnie - podsumował i wziąwszy mnie za rękę, wyprowadził do sypialni. Przechodząc obok lustra, spojrzałam na siebie i jęknęłam.
-Co? - wystraszył się.
-Czemu mi nie powiedziałeś że widać mi bieliznę? Znam cie jeden dzień!
-Jest 1.00 w nocy, to już drugi dzień.
Weszłam do garderoby i zdjąwszy z siebie mokrą sukienkę, założyłam długą bluzkę.
-A ja? - no tak, nadal było mokry.
-Poczekaj, przyniosę ci coś.
Wyszłam z pokoju. Weszłam do pralni na piętrze i wzięłam t-shirt i dresy David'a, choć na pewno będą za duże na szczupłego Harry'ego.
Gdy wróciłam do pokoju, stał tylko w bokserkach, a jego mokre ubrania rozwiesił na krześle obok. Na chwilę rozdziawiłam usta, ale gdy na mnie spojrzał i uśmiechnął się, musiałam je zamknąć i skołowana podałam mu ubrania. Nie mogłam przestać patrzeć na niego, gdy się ubierał.
-To chyba czas już na mnie? - zapytał siadając obok mnie.
-Nie! Zostań jeszcze - poprosiłam, na prawdę nie chciałam żeby sobie szedł.
-Dobrze, ale jak zasnę jutro na koncercie to będzie twoja wina.
-Jakoś to przeżyje.
Zapaliliśmy tylko lampkę na szafce nocnej i oparci o masę poduszek położyliśmy się, nadal rozmawiając. Koło 3.00 zaczęłam ziewać, ale i tak nie chciałam żeby wychodził. Z nikim jeszcze tak dobrze się nie czułam jak z nim.
-Tylko się nie złość, powiedz mi czemu jesteś z Nathan'em?
-A czemu nie? Jest przystojny, zabawny i utalentowany. Spodobał mi się od początku.
-A co was łączy?
-No wiesz... ehm, nie wiem tak naprawdę - powiedziałam zawstydzona - nie rozmawiamy dużo, bo on w porównaniu do ciebie nie siedzi u mnie całą noc - zażartowałam.
-Mam sobie iść?
-Nie! Posłuchaj, bardzo lubię Nathan'a i na razie to jego widzę obok mnie.
-Rozumiem.
Następnie nasza rozmowa przeniosła się na temat jedzenia. Okazało się że lubimy mniej więcej taką samą kuchnię. W połowie dyskusji, położyłam głowę na jego ramieniu.
-Tak, jak będziesz chciał, na śniadanie Marietta ci zrobi tosty francuskie.
-Kto to Marietta? - zapytał, ale nie usłyszał odpowiedzi bo przeszłam w krainę Morfeusza.

----------------------------------

Ta dam! I jak widzicie, pojawił się następny członek One Direction! <33 teraz będzie już o nich więcej.
Podoba się ? :D bo mnie bardzo!

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ=POWSTAJE NOWY ROZDZIAŁ

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Eyes Of Rose 8

Obudziłam się zdyszana i zlana potem. Sama nie mogłam nadal uwierzyć, że mój sen był tak prawdopodobny, a co ważniejsze - wcale nie powinien mi się przyśnić - to nie było normalne, nawet jak na mnie.
Mianowicie zamiast twarzy Nathan'a, która śniła mi się do tej pory, widziałam twarz owego Harry'ego, którego wcale nie znam, widziałam go tylko raz na zdjęciu. Co więcej, on jest z One Direction, czyli nie powinnam nawet o nim myśleć, bo w ten sposób przeciwstawiam się ojcu i The Wanted, więc również Nathan'owi.
A może było to zwyczajne? Przecież myślałam o 1D, gdy szłam spać i to jakoś na mnie wpłynęło? Po dojściu do siebie, ustaliłam że to wcale nie było dziwne i nie powinnam sobie tym zaprzątać głowy. Spotkam się dzisiaj z nimi, nieważne co mi powiedzą i tak będę stać murem za TW i wtedy już będę mogła bez oporów ich unikać.
Mój świat toczy się wokół Nathan'a, a nie któregoś z One Direction.
Wyskoczyłam pośpiesznie z łóżka, aż z tych wrażeń zakręciło mi się w głowie. Musiałam się złapać szafki nocnej, by nie upaść.
Zanim zdążyłam wejść do łazienki, usłyszałam dźwięk sms-a.
Wzięłam telefon i zobaczyłam wiadomość od Nathan'a.
'Muszę coś ważnego ci powiedzieć, mogę wpaść?'
Zastanowiłam się nad tym. David jest pewnie w pracy, więc nic się nie stanie gdy Nath wpadnie. Od razu zaczęło mi się robic gorąco. Co tak ważnego miał mi powiedzieć? Może nie chce się ze mną spotykać, bo cały czas próbuję poznać One Direction? Zanim zdążyłam tak całkowicie spanikować, odpisałam mu.
'Ok' - nic więcej nie mogłam napisać, zbyt zajęta byłam obmyślaniem tego co może mi powiedzieć.
'Będę za 15 minut'
Skoro mogłam zapobiec w jakimś stopniu najgorszemu co miało mnie spotkać, postanowiłam się chociaż ubrać i umalować, by nie wyglądać tak ... tak jak teraz.
Londyn do tego czasu zaczął w jakiś niespodziewany sposób 'rozkwitnąć' i wreszcie na dworze było tak na serio gorąco, choć i tak na niebie było dużo chmur.
Dokładnie z dzwonkiem do drzwi, byłam już gotowa. Pośpiesznie zbiegłam na dół, ale oczywiście Ritta była pierwsza, co mnie odrobinę zirytowało. Oczywiście go wpuściła, prawdopodobnie podejrzewała, że miedzy mną a nim coś jest, ale równiez wiedziała że nie może tego powiedzieć mojemu tacie, bo pewnie od razu by zwolnił The Wanted, a do tego nie chciałam się przyczynić.
-Cześć - powitał mnie znajomym uśmiechem, ale lekko wymuszonym i pocałował mnie.
Skoro sam był zdenerwowany to ja byłam jeszcze bardziej, dlatego nic nie odpowiedziałam mu, mogłam tylko stać i patrzeć się na niego z lekko rozchylonymi ustami.
-Wiem, że jesteśmy ze sobą krótko, nawet bardzo krótko. Jednak mój plan nie przewidział tego, że ty się pojawisz.
-O co ci ch-chodzi? - wyjąkałam.
Widząc to, że się przestraszyłam, przytulił mnie, tak że nadal mógł mi patrzeć w oczy.
-Bardzo tego nie chcę i bardzo cię przepraszam, ale muszę... muszę wyjechać. Jesteśmy zaproszeni na TCA w Nowym Jorku i jedziemy tam na tydzień.
-No jasne, rozumiem. - odetchnęłam z ulgą, myślałam że czeka mnie coś znacznie gorszego.
Czekałam na Nathan'a prawie 18 lat, jeden tydzień nic nam nie zrobi, gorzej gdyby to był miesiąc, ale tak krótki czas, owszem będę tęsknić, ale cieszę się że wkrótce do mnie wróci.
-Na prawdę? - ucieszył się - Potem już nie będę wyjeżdżał i będziemy mieć więcej czasu dla siebie.
-Świetnie! A kiedy wyjeżdżasz?
-Jutro o 15 i bardzo bym chciał, żebyś pojechała ze mną na lotnisko.
-Nie ma sprawy.
Zaśmiał się na widok mojego entuzjazmu, choć sam sądził że obrażę się na niego albo będę wściekła. Znów mnie pocałował, a potem pociągnął w stronę wyjścia.
-Gdzie idziemy? - zapytałam, gdy wsiadaliśmy do jego auta, choć normalnie zaczęłabym protestować, gdy wyszłabym z domu.
-Pokaże ci coś. Spodoba ci się.
Dłużej się nie dopytywałam. David'a nie było w domu, dlatego miał wcale nie zobaczyć mojego zniknięcia. Teraz zaczęłam się cieszyć że Steph już nie ma. Dzięki temu nie muszę mieć przy sobie kogoś dorosłego i mogę wychodzić kiedy chcę, choć według postronnego obserwatora, można by było to nazwać wymykaniem się.
Po jakimś czasie, byliśmy już pod wielkim budynkiem. Nie miałam pojęcia do czego służy i co się w nim mieści, dlatego byłam jeszcze bardziej ciekawa niż wcześniej.
-Powiesz mi już wreszcie o co ...
-Już za moment - gdy weszliśmy do budynku jedną ręką mnie objął w pasie, a drugą zakrył oczy.
-Daleko jeszcze? - zaczęłam dopytywać po pięciu minutach drogi.
-Jeszcze chwilę - powtarzał co jakiś czas.
Wreszcie puścił mnie. Rozejrzałam się wokoło, a widok był cudowny, tylko gdyby tu stała w czasie, gdy to miejsce jest zajmowane, chyba bym uciekła w panice.
-Na scenie w Nowym Jorku będę stal na podobnej i będę myślał tylko o tobie - szepnął mi do ucha.
Od razu zarzuciłam mu ręce na szyje i mocno przytuliłam. Staliśmy dość długo na tej scenie i patrzyliśmy przed siebie, na tysiące wolnych miejsc na widowni. Byłam pewna, że nigdy tak jak on nie wystąpiłabym na niej, właśnie też z podobnego powodu odrzuciłam propozycję mojej matki abym została modelką.
Z dnia na dzień coraz lepiej poznawałam Nathan'a i bardzo podobało mi się to. Cokolwiek mi dzisiaj One Direction powie, nadal będę w nim bezgranicznie zakochana, zresztą tak jak on we mnie.
Objęci wyszliśmy do holu, gdzie wcześniej zakrył mi oczy. Mojego chłopaka wesoło powitał jakiś jego kolega.
-Hej, więc ty jesteś Rosalie? - zwrócił się do mnie.
-Tak, ale mów mi Rose.
Zaśmiał się i spojrzał tak jakoś dziwnie na Nathan'a, jakby chciał dać mu do zrozumienia, żeby ode mnie uciekał. Byłam w 100% pewna że mój Nathan nigdy by tego nie zrobił.
Nath odwiózł mnie do domu, po wspólnie zjedzonym lunchu.
Gdy chciałam bezgłośnie wrócić do pokoju jak gdyby nigdy nic, napotkałam Mariette na drodze i wcale nie tryskała szczęściem jak zawsze, co więcej była zła, poirytowana i zaskoczona.
-Wiesz że kocham cię jak rodzinę, ale dłużej tego nie będę znosić - odezwała się spokojnie.
-Ale czego?
-To nie jest chłopak dla ciebie, źle na ciebie wpływa.
-Wcale nie!
-Mam na uwadze tylko twoje dobro i jeśli nadal będziesz się w nocy do niego wymykać, powiem o tym twojemu tacie.
Gdy odchodziła, byłam strasznie na nią wkurzona i nie dlatego, że nie mogę wychodzić późno z chłopakiem, ani dlatego że o tym wiedziała, ale o to że powiedziała to tak spokojnie. To doprowadzało mnie do szaleństwa.
Jak tylko weszłam do pokoju, dopadłam swojej komórki. To był mój błąd że nie wzięłam jej wcześniej. Było 13 nieobranych połączeń. Z początku myślałam że to mama miała wolną chwilę i po prostu musiała ze mną porozmawiać. Jednak to Code i Jennifer na zwianę próbowali się ze mną skontaktować.
Zastanawiałam się do kogo oddzwonić i zdecydowałam się na Jennifer, tak będzie po prostu fair w stosunku do Nathan'a.
-Nareszcie! Co ty dziewczyno nie nosisz telefonu przy sobie?
-Przepraszam?
-Słuchaj. Idziemy dzisiaj na otwarcie największego klubu w Londynie, idziesz z nami?
-No nie wiem - przypomniałam sobie o spotkaniu z One Direction.
-Nie daj się błagać, będzie fajnie.
-Dobrze, ale idę tylko na chwilę, jestem umówiona na później.
-Zdradzisz z kim?
-Może później. To gdzie jest ten klub?
-Spotkamy się w centrum, przed sklepem Ugly Betty. O 18.
Przystałam na tą propozycję, bo akurat byłam w tym sklepie i "Ugly" poprawnie się odnosiło do ubrań w nim sprzedawanych.
I tak nie miałam nic innego do roboty, więc postanowiłam zacząć się szykować. Jednak najpierw zanim zaczęłam cokolwiek robić, spisałam adres na małą karteczkę i włożyłam do torebki, którą miałam wziąć, razem adresem tego domu, bo go nie znała, a na pewno potem będę wracać taksówką.
Postawiłam na śmielszy makijaż w czym pomogła mi ciemno różowa szminka, którą kiedyś kupiła, a wcale jej nie używałam. Po prostu muszę mieć każdy możliwy kolor szminki.
Nie mogłam siebie poznać w tak 'ciemnym' makijażu, gdyż byłam przyzwyczajona do mascary i jasno różowej szminki. Jednak z drugiej strony, podobało mi się to.
Następnie wybrałam sobie strój (to była chyba najlepsza część każdego wyjścia). Biała sukienka, chyba najbardziej przypadła mi do gustu. Gotowa oceniłam całość w lustrze i zaczęłam żałować że tej sukienki nie założyłam na moje urodziny, bo o wiele lepiej w niej wyglądałam niż w tamtej czarnej.
Zeszłam na dół. Nie mogłam nie zrobić hałasu, bo czarne szpilki nie mogły być nie usłyszane.
-Gdzie idziesz Rose? Chyba nie z tym chłopakiem? - spytała Marietta, która oczywiście pojawiła się w sekundę.
-Nie, idę z tym chłopakiem i dziewczyną którzy byli u mnie na filmie. Pamiętasz?
-Ahh tak - jej kąciki ust wygięły się odrobinę - tylko nie wróć późno.
Jak już wspomniałam wcześniej, dom David'a był położony bardzo blisko centrum, wręcz w nim, dlatego do umówionego miejsca miałam jakieś 7 minut drogi.
Zauważyłam wreszcie Jennifer opartą o latarnię. Gdy mnie zobaczyła, pomachała mi.
-Hej, a Code'go nie będzie? - zaniepokoiłam się, bo to właśnie jego bardziej lubiłam z tej dwójki.
-Będzie, tylko przyjedzie z chłopakami.
-To super, idziemy?
Dziwne że wcześniej tego nie zauważyłam, ale kilkaset metrów dalej stal wielki klub, a jego szyld migotał jak wielki, błyszczący neon.
Jennifer przywitała się z ochroniarzem i weszłyśmy do środka, bez czekania w kolejce, z czego się ucieszyłam bo mogłam zaoszczędzić trochę czasu. I tak samo jak wczorajszego wieczoru odezwał się cichy głosik 'Harry czeka'.
Szybko go zagłuszyła głośna muzyka, gdy weszłyśmy i nawet się z tego ucieszyłam, bo ten głosik w głowie, nie był wcale po mojej stronie.
Od razu podbiegło do nas kilkoro chłopaków i wręczyli drinki. Nie znałam ich i nawet nie wiedziałam ich imion, a oni jak gdyby nigdy nic, zaciągnęli nas by poszukać wolnego miejsca. Zostałam wciśnięta między Code'go, a jakiegoś osiłkowatego bruneta.
Wszyscy się śmiali, pili i jeszcze więcej pili, a ja cały czas sączyłam jednego drinka. Nie czułam że jest choć trochę mocny, więc pomyślałam, że jeśli wypiję dwa lub trzy będę mogła już iść.
Dzielnie po raz pierwszy wypijałam coraz więcej i więcej. Jakoś ta impreza wreszcie zaczęła mi się podobać, tak samo jak moje towarzystwo. Teraz to ja się śmiała i dowcipkowałam. Po jakimś czasie, doszli do nas inni znajomi Jennifer i Code'go. Byłam tam też jedna dziewczyna. Więc trzy na jedenastu chłopaków.
Zobaczyłam że Jennifer i brunetka dużo rozmawiają, nie miałam już kim rozmawiać, więc poszłam do baru się napić. Zakręciło mi się w głowie po drodze.
-Co podać? - odezwał się jakby z oddali barman.
-Zaskocz mnie.
Uśmiechnął się do mnie. Chłopak miał góra 25 lat i z pewnością był bardzo przystojny.
Podał mi podłużną szklaneczkę i wypiłam zawartość trzema łykami. Gdy odchodziłam, wiedziałam że przesadziłam i muszę wracać do domu, gdy jeszcze mogę.
Skierowałam się do wyjścia. Ledwo trzymając się na nogach, wyciągnęłam rękę by zawołać taxi.
-Czemu już jedziesz? - zapytał ktoś za mną, okazało się że to Code.
-Za dużo jak na pierwszy raz.
-Praca czyni mistrza - zaśmiał się.
-Tak, powtórzymy to kiedyś, ale muszę wracać. Miałam jeszcze sie z kimś spotkać, ale nie jestem w stanie.
-No dobrze, odezwę się wkrótce.
Wreszcie podjechał mój transport. Czułam że ostatkami świadomości wejde do domu. Zamknęłam oczy by mi się polepszyło, choć i tak nie działało. Wygrzebałam karteczkę z adresem i ją podałam kierowcy. Nawet na nią nie spojrzałam.
Potem już nie pamiętam co się stało - alkohol uderzył do głowy.
'Zbaczając w ciemny las, miej się na baczności'

--------------------------------------------

Nie wiem jak skomentować rozdział. Może jednak pozostawię to wam! ;33
Dziękuję za komentarze i jeśli chcecie, możecie podać mi swój TT lub FB i będę was powiadamiać o nowych rozdziałach :))

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ=POWSTAJE NOWY ROZDZIAŁ

wtorek, 13 sierpnia 2013

Eyes Of Rose 7

Z samego rana obudził mnie telefon od mamy.Musiałam zdać jej dokładne relacje, z tego czy David wywiązał się ze swojego obowiązku i czy podobało mi się przyjęcie. Nie byłam jeszcze rozbudzona, dlatego niektóre moje odpowiedzi to były zwykłe pomruki.
Gdy po godzinnej rozmowie z rodzicielką poczułam ulgę odkładając telefon. On znów zadzwonił, tym razem był to Nath. Tym razem szerzej tworzyłam oczy i wielki uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Szybko odebrałam. Dzwonił po to aby się ze mną umówić na dzisiaj. Oczywiście się zgodziłam, pomimo tego że chciał mnie zabrać na zakupy.
Nie miałam nic przeciwko, bo każda spędzona minuta jest warta zachodu i kręcenia przy tacie. Ale jeszcze czymś mnie zdziwił. Oznajmił, że David pozwolił mu mnie zabrać do centrum handlowego, ale pewnie by zmienił zdanie dowiedziawszy się że się spotykamy.
Ożywiona wizją spędzenia dnia z Nathan'em jakoś mnie ożywiła i niemal wyskoczyłam z łóżka. Nawet pogoda za oknem wydawała mi się inna niż dotąd, gdy kiedykolwiek byłam w Londynie. Było parno, a na niebie nie było ani jednej chmury. Zastanawiałam się w duchu czy to tylko moja wyobraźnia płata mi figle, czy na prawdę jest tutaj gorąco.
Przywiezienie kilkunastu par szortów wydawało się teraz lepszym pomysłem. Założyłam jedną z nich oraz cieniutką, białą koszulę.
Nie zdążyłam jeszcze rozczesać włosów, a z dołu dobiegł mnie przytłumiony dźwięk dzwonka do drzwi. Poczułam się jakby radośniej i lekko zdenerwowana szybciej przesuwałam szczotką po włosach, nie zważając na to że połowę z nich wyrywam.
Chwyciłam wreszcie małą torebeczkę mieszczącą jedynie szminkę, telefon i portfel i zbiegłam po schodach. Na szczęście Nathan stał w holu sam, bez Ritty czy Roberta, więc mogłam go bez oporu pocałować w policzek. Zrobił lekko zawiedzioną minę, ale objął mnie zaraz w pasie i razem zniknęliśmy za drzwiami.
-Jak to zrobiłeś że David pozwolił ci ze mną gdziekolwiek wyjść?
-Nie było to łatwe i starałem się żeby niczego nie podejrzewał, ale powiedziałem jedynie że chciałaś po urodzinach jechać na zakupy, a ja mogę cię zawozić wszędzie gdzie chcesz.
Zaśmiałam się dźwięcznie, wcale nie podobnie do tego jak śmiałam się z klasą i krótko przy moich normalnych znajomych - czytaj przy ludziach po czterdziestym roku życia.
-To jak, gdzie sobie życzysz pojechać?
-Gdzie chcesz, nie znam jeszcze dobrze Londynu.
-To pojedziemy do największego centrum handlowego w tym mieście.
-Chyba będzie moim ulubionym.
Jakoś tak dziwnie było mi siedzieć na miejscu obok kierowcy, gdzie jeszcze nigdy nie zajmowałam miejsca. Ale za to mogłam mu się przyglądać jak porusza lekko ręką na kierownicy, jak wytęża wzrok by zobaczyć coś na ulicy, a następnie przenosi wzrok na mnie.
Wreszcie stanęliśmy przed naprawdę ogromnym budynkiem, ale nie wywołało u mnie to większego zaskoczenia gdyż w LA można było znaleźć takich około setki.
-Cholera - mruknął Nath, gdy próbowaliśmy wjechać na parking.
-Co się stało?
Zauważyłam bardzo dużo nastoletnich dziewczyn i pomyślałam sobie że musiały się dowiedzieć o tym, że Nathan tutaj będzie.
-Zaraz zobaczysz.
Zasępił się. Wyszedł z auta, był lekko zły i dlatego zorientowałam się, że nie otworzy mi drzwi i sama mam wysiąść, choć nie do końca wiedziałam jak. Następnie objął mnie ramieniem i przebijając się przez tłum młodzieży weszliśmy do środka.
Przy wejściu usłyszałam moje imię. Odwróciłam się i zobaczyłam, dwie dziewczynki w wieku około 10 lat idące do mnie. Nieśmiało poprosiły mnie o wspólne zdjęcie, oczywiście razem z Nathan'em.
Nie rozumiem czemu chłopak tak się zdenerwował, że jego fanki przyszły go zobaczyć, dla mnie było to całkiem miłe.
Potem, gdy chodziło za nami masę osób, próbowałam cieszyć się zakupami. Co rusz dawałam Nathan'owi kolejną torbę, aż wreszcie to ja musiałam coś nieść, bo nie miał już miejsca na kolejne.
Już w porach lunchu kupiliśmy sobie shake i oddaliliśmy się w stronę windy. Ale mój wzrok zlokalizował coś przed nią. Nie mogłam uwierzyć w zbieg okoliczności. Liam i jakiś inny chłopak szli w naszą stronę i również nas zauważyli, bo widziałam ich szybką wymianę zdań.
Nathan jakoś mocniej zacisnął palce na mojej dłoni, nie miałam odwagi spojrzeć na jego twarz.
A jeszcze bardziej zdziwiło mnie to, że Liam i jego kolega zatrzymali się przed nami.
-Hej- zaczęłam nieśmiało pierwsza.
-Cześć - odparł mi Liam, a jego kompan tylko mi się przyglądał.
-Czego chcecie? - warknął Nath.
-Chcieliśmy tylko sprawdzić, czy na pewno nie chcecie nagrać ścieżki dźwiękowej pod nasz film? - zapytał ciemnowłosy chłopak z nutką drwiny w głosie.
-Nie, nie chcemy.
-To szkoda - skwitował Liam lekko kpiąc - a tak w ogóle Rose, to jest Zayn.
Ciemnowłosy podał mi dłoń, z wyższością patrząc na Nath'a.
-Tak, kojarzę cię. Widziałam cię na zdjęciu z tym chłopakiem, wysoki, zielone oczy, dość długie włosy.
-Pewnie chodzi ci o Harry'ego. Z chęcią by cię poznał.
Po tym gdy to Zayn wypowiedział, Nathan lekko drgnął, a nozdrza zaczęły mu się szybko poruszać.
-Może innym razem, miło cię poznać Zayn.
Uśmiechnął się, ale po tym Nathan szybko poprowadził mnie do schodów. Już najwyraźniej jak najszybciej chciał się wydostać z budynku. Na zewnątrz wcale nie zwrócił uwagę na fanów, tylko wrzucił zakupy do bagażnika i pośpiesznie wsiadł do auta.
-Nic się nie stało - nieśmiało dotknęłam jego ramienia, nie wiedziałam co mu powiedzieć.
-Stało się.! Oni specjalnie chcieli przy tobie z The Wanted zrobić gorszy zespół niż ich.
-I im się nie udało. Nathan, ja wiem że wasz jest lepszy i nic tego nie zmieni.
-Ale...
-Nie ale. - uśmiechnęłam się - naprawdę cię lubię.
-Tylko lubię? - rozweselał i pocałował mnie, było tak samo cudownie jak za pierwszym razem.
Podwiózł mnie do domu i pomógł mi zanieść zakupy do domu. Teraz już nie miał kto za mnie ich rozpakować, ale zamiast Stephanie liczyłam na Mariette.
W domu była właśnie tylko ona. Od razu zaczęła się pytać, czy niczego nie chcę zjeść, ani wypić, jednak wypełniało mnie tak wspaniałe uczucie, że na nic nie miałam ochoty. Skorzystałam również z tego, że David'a nie ma w domu i podłączyłam się do WiFi. Nie mogłam nadal wytrząsnąć z myśli One Direction. Wydawali się nawet fajni, lecz ich postawa wobec The Wanted mnie odrzucała. Jedna część mnie chce ich poznać, a druga trzymać się Nath'a, a od nich jak najdalej.
Najpierw znalazłam sobie wszystkich z 1D, a następnie zaobserwowałam ich na Twiterze, lecz miałam nadzieję że tego nie zauważą, co było bardzo prawdopodobne, skoro liczba osób jakie ich obserwują zmieniała się chyba co sekundę.
I co ja miałam robić? Stephanie nie było, Nathan jest w studiu, do egzaminu już się przygotowywać nie muszę.... Chwila. To jest to- egzamin! Przypomniałam sobie ten dzień i od razu z tym przyszły mi do głowy dwa imiona - Code i Jennifer. Reszty niestety nie zapamiętałam, ale w tej chwili nie było to takie istotne. Code podał mi swój numer. Pobiegłam do garderoby i z pewnym trudem znalazłam tamte spodenki w których byłam. W tylnej kieszeni nadal była kartka z numerem.
Wahałam się. Co sobie pomyśli o mnie? Zada sobie pytanie czemu zadzwoniłam?
W ostateczności napisałam do niego sms, modląc się aby odpisał a nie dzwonił.
'Hej, tu Rose. Pamiętasz mnie? Zastanawiałam się czy nie przyszedłbyś do mnie? Mój tata ma ten nowy film, podajrze Jeszcze Większe Dzieci i moglibyśmy go obejrzeć.'
Sms przyszedł po kilku minutach.
'No jasne że ciebie pamiętam. Tego filmu jeszcze nie było w kinach, skąd twój ojciec go ma?! To taki rodzaj randki?
'Nie! Oczywiście, że nie, możesz wziąć kogo chcesz'
'Okej, za godzinę może być?'
'Jasne'
Trochę się bałam czy aby dobrze zrobiłam zapraszając ich, bo nie spytałam o to nikogo, ale było trochę po południu, a David wraca wieczorem, więc prawdopodobnie już ich nie zastanie.
Po kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu minutach ktoś zawołał mnie z dołu. Szybko zeszłam mając nadzieję, że to nie ojciec wrócił szybciej z pracy, tylko po prostu Ritta chce znów mi coś zaproponować.
-Och, Rose. Twój tata przyjedzie dzisiaj późno i chciał żebym coś ci dała.- wzięła mnie za rękę i wyprowadziła do ogrodu.
Na parkingu za domem (bo był też przed) stał lśniący, nowy, czarny samochód z czerwoną kokardą na masce. To miał być mój prezent urodzinowy - auto! Zaczęłam się cieszy od razu i go oglądać ze wszystkich stron, a mina dopiero mi zrzedła gdy uświadomiłam sobie że nie mam prawa jazdy i ten samochód może co najwyżej tutaj stać i być przeze mnie podziwianym.
-Marietto, jesteś pewna że to dla mnie? Ja nie mogę jeździć.
-Tak na pewno, a tym że nie możesz nie przejmuj się. Pan Santorio zdradził mi że niedługo pójdziesz na naukę jazdy, taką przyśpieszoną.
-To cudownie! - uściskałam ją i musiało to prześmiesznie wyglądać, bo w szpilkach miałam jakieś 180 cm,a ona niecałe 160.
Następnie gdy już nacieszyłam się autem, zabrała mnie do kuchni i wręczyła małe pudełeczko. Szybko rozerwałam papier na prezenty i ukazała mi się obudowa na mojego Iphona. Nie taka zwyczajna. Każdy jej kryształek był małym brylancikiem, a kwiatki zrobione były  z prawdziwych pereł. Była cudowna.
-To jest prezent ode mnie i od Roberta.
-Jest śliczna!
-Cieszę się że ci się podoba - uśmiechnęła się do mnie i skierowała się do lodówki.
-Ritto? - zaczęłam niepewnie.
-Tak?
-Bo zaprosiłam kilku znajomych na film.
-Znajomych? Kogo? Tych chłopców z The Wanatad?
-The Wanted, nie, nie ich. Innych znajomych, ale na pewno wyjdą przed David'em.
-Twoim tatą - poprawiła mnie - no dobrze, popcorn jest wiesz gdzie.
Pokiwałam ochoczo głową i dobiegł mnie dźwięk dzwonka. Ritta poszła otworzyć, a ja za nią. Zdziwiło mnie, że na zewnątrz byli tylko Code i Jennifer, ale to nawet dobrze że tylko oni.
Spojrzałam szybko na siebie, a potem na Jennifer i znów wyglądało na to jakbym w porównaniu z nią przesadnie się wystroiła. Choć i tak nigdy tak jak ona bym się nie ubrała.
-To jak, idziemy do twojego pokoju? - zagadnęła mnie dziewczyna w holu, gdy Marietta nas zostawiła.
-Po co? - zdziwiłam się po co tam chce iść.
-No mieliśmy oglądać film - wtrącił się Code.
-Tak, w salce kinowej.
-Gdzie? - powiedzieli razem.
Zaśmiałam się i poszłam przodem, przez granatową kotarę do salki.
Jęknęli z wrażenia, chociaż takie pokoje dla mnie powinny być w każdym domu. Usiedliśmy wygodnie i włączyliśmy film. Komedia okazała się bardzo śmieszna, co potwierdzały nasze wybuchy śmiechu co kilka minut. Czułam się z nimi tak swobodnie, a co mnie przeraziło, chyba lepiej niż w otoczeniu The Wanted, ale przy nikim się o tym nie przyznam.
-To jak? Czemu nas zaprosiłaś? - zapytała Jennifer, po tym jak Ritta przyniosła nam dosłownie różową tacę i takiego samego koloru jej zawartość.
-Jeszcze nie myślałam czemu. Chyba dlatego że chcę was lepiej poznać.
-Taka dziewczyna jak ty, chce poznać takich jak ja?
-Coś w tym złego? I wcale nie jestem TAKĄ DZIEWCZYNĄ, starajcie się ze mną rozmawiać jakbym była normalna.
-W takim domu to trochę trudne - zażartował Code, a Jennifer spojrzała na niego dziwnie rozczulonym wzrokiem, tak jak ja patrzyłam się na Nathan'a. On musiał się jej podobać.
Pożegnałam ich piętnaście minut przed przybyciem David'a. Ritta mnie nie wydała, więc on o niczym nie wiedział. Nie wiedział też, ile w tym dniu stało się świetnych rzeczy.
Leżałam już na łóżku wieczorem gdy przyszedł mi sms, od numeru którego nie miałam zapisanego w telefonie. Z początku sądziłam że to Jennifer, ale przypomniało mi się, że wymieniłyśmy się numerami.
Odczytałam treść:
'Cześć Rose, chcielibyśmy ci wytłumaczyć z chłopakami to co zaszło między nami a TW. Spotkaj się z nami. (podał adres) tutaj mieszkamy i liczymy że jutro wieczorem nas odwiedzisz. Liam'
Nie mogłam pojąć skąd on ma mój numer! I po co nadal stara mi się coś udowadniać? Nie chcę od niego nic.
Gdy byłam taka zła na Liam'a, znikąd przed oczami pojawiła mi się twarz Harry'ego, którego jeszcze nie znałam, a potem odezwał się cichy głosik w mojej głowie 'To dla niego tam pójdę'.
Potem próbowałam przez to przypominać sobie każdą chwilę spędzoną z Nathan'em, ale ów brunet stawał mi przed oczami. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje, ale na pewno wiedziałam że to Nathan'a TYLKO kocham.
'Nie mów -skończone- gdy dopiero zaczynasz'

---------------------------------------------


No i jest 7 :)) Mam nadzieję że się spodoba. Teraz już będzie więcej 1D, obiecuję :))
Proszę o tyle samo komentarzy i jeszcze więcej obserwatorów ! <33

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

@LuckyStarsLS

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Eyes Of Rose 6

Od zawsze sądziłam że moje 18-ste urodziny będą w moim kochanym LA,
zorganizowane przez mamę, która ma identyczny jak ja pogląd o modzie,
smaku i ogólnym wrażeniu.A jednak, przyjęcie będzie wyprawiane w tym,
beznadziejnym Londynie, gdzie wprost nienawidzę spędzać czasu, dawno
bym stąd uciekła, ale jedna osoba trzy ma mnie przed podróżą do domu-
Nathan. To dzięki niemu daję mamie na te pół roku wolność i to właśnie on
jest moim światełkiem w czarnym, mrocznym tunelu, jakim jest to miasto.
Jestem tutaj dopiero tydzień, a zajął w moim życiu na prawdę sporo miejsca.
Nie wiem tego czy jesteśmy razem, ani czy on cokolwiek do mnie czuje,
bo nie mogę się o to spytać, nie umiem i pewnie nie przeszłoby mi to przez
gardło...
Spojrzałam na zegarek stojący obok łóżka. Odrzuciłam z siebie wściekle
różową kołdrę i odeszłam w kierunku łazienki, by jak co rano spędzić tam
półtorej godziny. Miałam zaplanowane całe popołudnie, dlatego nie
mogłam stracić nawet minuty. Niezależnie od tego jak bardzo nie chcę tutaj tego przyjęcia, muszę wyglądać nienagannie i wręcz perfekcyjnie, tak by każdy mógł brać ze mnie przykład. Ubrałam się pośpiesznie i od razu zeszłam na dół. Zanim weszłam do kuchni, na ostatnim stopniu przejęta Marietta składała mi chaotyczne życzenia. Połowa brzmiała po włosku, czego nie
zrozumiałam, bo jedyne języki które umiałam to hiszpański, francuski  i oczywiście angielski, w którym była druga część życzeń. Następnie przeszłam w ręce Roberta, którego formułka była o wiele bardziej zrozumiała i bardziej oficjalna. Po tym, tata zauważył że wstałam już i również obdarzył mnie
urodzinowym spisem, czego mi życzy. To był jedyny dzień w roku, gdy tata
przełamywał się i skłaniał się do przytulenia mnie i pocałowania w policzek.
Inaczej pewnie i ja bym spanikowała, ale wiedziałam że to na tyle krępująca
sytuacja dla mnie jak i dla niego.
Nie miałam zbytnio czasu na śniadanie, dlatego poza wypiciem, zaskakująco smacznej czekolady nie wzięłam nic więcej dzisiaj do ust. Na dzisiejszy dzień tata wynajął mi szofera, choć nie zawsze to robi, bo woli wysyłać Roberta albo już nie pracującą u niego Stephanie. Wydaję mi się, że dzisiaj musi ich mieć przy sobie, więc wynajął mi kogoś by zwoził mnie wszędzie gdzie
zechcę.
-Tato? Mogę mieć do ciebie prośbę? - zapytałam przed wyjściem z domu.
-Oczywiście! To twoje urodziny, więc proś o co chcesz. Kupię ci nawet wyspę.
-Nie potrzeba. Zastanawiam się czy znasz może zespół One Direction?
-Nie osobiście. Jednak znam ich menagera.
-A mógłbyś ich jakoś ze mną poznać?
-Czemu? Przecież The Wanted są o wiele lepsi. Mają lepszą muzykę,
wygląd sceniczny i oczywiście są doroślejsi.
-Tak wiem Dav... tato. Ale chciałabym poznać ich konkurencje.
-Nadal nie rozumiem po co...
-Nie ważne, lecę już.
 Na samym początku moim celem było solarium - to nie była chwilowa
zachcianka lub dla samego efektu na wieczór i tak musiałam odwiedzić to
miejsce, bo moja opalenizna to wcale nie karnacja, lecz efekt co miesięcznego
odwiedzania solarium, tylko tym razem przybrałam troszkę ciemniejszy
kolor. Następnie udałam się zrobić manicure i pedicure, choć kosmetyczkę
również odwiedzałam dość często. Ale na samym końcu czas było zająć się
moimi włosami, a nie codziennie pozwalam by ktoś inny, prócz mnie ich
dotykał. To uraz od kilku lat, gdy byłam u fryzjera, u którego akurat szkolił
się jakiś uczeń. Widziałam w lustrze, że najpierw podrapał się po tyłku, a potem
wyciągnął tą dłoń by dotknąć moich włosów, oczywiście w trybie natychmiastowym
opuściłam lokal i od tamtej pory nikt nie ma prawa dotykać mojej głowy.
Jednak teraz pozwoliłam na to tylko dlatego, że mama poleciła mi jej przyjaciółkę,
która zajmowała się stylizacją Rihanny i Kristen Stewart, ale teraz przeniosła się
tutaj. Po dwugodzinnym zabiegu, miałam na głowie schludne i eleganckie upięcie.
Nareszcie mogłam wrócić do domu.
Gdy tylko otworzyłam wielkie drzwi i przeszłam przez próg, zauważyłam, że
Marietta dokłada do wielkiej kolekcji różnorodnych kwiatów, jeszcze jedne,
tym razem bukiet białych stokrotek.
-Urwanie głowy, cały czas przesyłają ci kwiaty - poinformowała mnie, tak jakby
ze znudzoną miną.
-Od kogo?
-Od wszystkich! Od współpracowników pana Santorio, wiele jest z ameryki,
na prawdę nie wiedziałam że masz tylu przyjaciół.
-Bo nie mam - mruknęłam.
-Ahh, pan Santorio czeka na ciebie w salonie - dodała, tak jakby nie usłyszała
mojej celnej uwagi.
Bez cienia zainteresowania udałam się we wskazane miejsce, podziwiając
moje nowe białe paznokcie w bardzo oryginalne wzory.
Gdy przeszłam przez otwarte, szklane drzwi, zauważyłam że tata rozmawia
z jakimś chłopakiem, który stał do mnie tyłem. Mina David'a nie świadczyła
o tym, że go lubi. To było coś pomiędzy 'co on tu robi?' a 'nie wytrzymam
z nim dłużej'. Właśnie dlatego byłam ciut więcej ciekawa co to za gość.
-Rose! Przemyślałem to o co mnie prosiłaś wcześniej. Choć nie było to łatwe
i nie mogła przyjść cała piątka, zgodził się jeden.
Wtedy odwrócił się owy chłopak. Poznałam go, to był ten sam, którego poznałam
wczoraj w klubie. Patrzył na mnie tym samym chłodnym spojrzeniem, lecz
trochę z niepokojem.
-Jestem Liam Payne - przedstawił się.
-Tak wiem - odpowiedziałam szybko, jednak zaraz tego pożałowałam.
-Skąd? - zaniepokoił się David.
-Eee...boo...eee
-Poznaliśmy się wczoraj - wtrącił Liam.
-Naprawdę? Jak?
-No bo jego siostraa... no ona też zdawała i Liam przyjechał po nią i przytrzymał
mi drzwi gdy wychodziłam. Wiem że tak się nazywa, bo krzyknęła tak na jego
widok jakaś dziewczyna.
Liam spojrzał na mnie wzrokie mówiącym 'niezłe kłamstwo'. David nie mógł
podważyć mojego zaświadczenia, gdyż zadzwonił jego telefon. Odebrał, mruknął
do mnie 'przepraszam' i wyszedł. Zostałam sama z Liam'em choć nie bardzo
byłam do tego skora ze względu na to co mówił o nim Nathan.
-Wiesz, wcale bym nie przyszedł. Nie jestem salonowym pieskiem, który czeka
na rozkazy jak to ci może mówili The Wanted, ale przyszedłem cię jedynie
ostrzec.
-Ostrzec? Przed czym? Zbliżającą się ładną pogodą? - parsknęłam.
-Przed Nathan'em. On wcale nie jest taki jak ci się wydaje. Nie jest tak dobry
jak myślisz. Nastanów się, znasz go tydzień.
-No i co? Ty go wcale nie znasz.! Zazdrościsz mu i tyle.
Zaśmiał się nerwowo.
-Posłuchaj mnie. Wydajesz się fajną dziewczyną, ani troche nie pasujesz do
niego. Zostaw go póki możesz.
-Teraz to ty posłuchaj. Chciałam was poznać tylko dlatego, by dowiedzieć
się o co wam poszło z TW, ale teraz już rozumiem. Nathan miał rację co do
was. Nie mieszaj się w moje życie, bo i tak zrobię to co będę uważać za słuszne.
-Chciałem tylko cię powiadomić, ale jeśli nie chcesz to nie.
-Nareszcie!
-Nadal będziesz się wściekać, gdy powiem wszystkiego najlepszego?
-Nie.
-No to wszystkiego najlepszego. Które to już?
-18-ste.
-Naprawdę? Sądziłem, że 19-ste lub 20-ste.
-Tak staro wyglądam?
-No nie, ale... och nie ważne. A o co ci chodziło z tym egzaminem i szkołą?
-Wczoraj pisałam egzamin w szkole.
-Do której chodzisz?
-Do żadnej. Uczę się w domu, ale egzamin musiałam napisać w normalnej
szkole.
Podniósł wysoko brwi, pewnie nie dowierzając mi, ale chwilę potem wrócił
David.
-No i jak? Już poznałaś Liam'a?
-Tak, nawet lepiej niż bym chciała.
-Poczekaj, zrobię wam zdjęcie.
Wziął mój telefon który mu podałam i cyknął zdjęcie. Byłam pewna że za chwile je usunę, bo pewnie nie będę miło wracać do tej chwili. Liam tak samo miał chyba dosyć, więc elokwentnie pożegnał się i wyszedł.
Weszłam do góry by następne godziny przed przyjęciem, przeznaczyć na
przygotowanie się, choć połowa była już gotowa. Staranniejszy niż kiedykolwiek makijaż robiłam ponad godzinę. Potem resztę czasu przymierzałam  sukienki. Wczoraj kupiłam ich kilka, bo mój gust szybko się zmienia i mogę się rozmyślić po kilku godzinach. Wcale nie zamierzałam potem się przebierać, kupiłam ich pare tylko po to by ostatecznie ocenić w której  wyglądam najlepiej. Można powiedzieć, że tej metody nauczyłam się od mojej mamy, która jako była modelka, a teraz projektantka mody, musiałam zawsze wyglądać wzorowo i tak jak mnie, bo kilku godzinach nowa rzecz może się znudzić i wylądować na śmietniku, niezależnie od ceny.
Ostatecznie zdecydowałam się na czarną, obcisłą mini, która do końca walczyła
z różową, przedłużaną z tyłu. Jednak ze względu na cel przyjęcia, zamierzałam
wyglądać 'doroślej'.
Nic tego dnia (nawet spotkanie z Liam'em) nie zdziwiło mnie tak, jak wejście
Nathan'a do mojego pokoju, gdy po raz ostatni przed zejściem na dół,
oglądałam sukienkę.
-Wyglądasz...
-Jak? - starałam się zachować spokój i udawać tajemniczą, choć nadal nie
wiedziałam skąd się tu znalazł.
-Bosko - uśmiechnął się i stanął naprzeciwko mnie, lekko pochylają się do
przodu.
-To dziękuję. A co ty tu w ogóle robisz? - spytałam szybko, bo przestrzeń
między nami zmniejszyła się do kilku centymetrów, więc pośpiesznie się
oddaliłam.
-Nie mogę cię odwiedzić przed przyjęciem?
-A po co? Za dziesięc minut i tak byśmy się spotkali.
-Może złożyć życzenia?
-Zrobiłeś to, przez telefon.
-Albo dać ci coś?- znów się przybliżył, tylko tym razem nie mogłam się ruszyć.
-A co to takiego? - spytałam niepewnie, ale chyba to pytanie nie było potrzebne.
Widziałam tylko coraz bliżej jego oczy, twarz zbliżała się na niebezpieczną
odległość, a moje serce chciało wyskoczyć. I stało się. Najpierw lekko
musnął moje usta, a potem złożył na nich pocałunek. Mój pierwszy
pocałunek. W miarę gdy się oddalał od mojej twarzy na mojej pojawiał się uśmiech.
Widząc to odwzajemnił gest. Nie mówił nic, tak samo jak ja, bo nie wiedziałam jak to skomentować.
-Wszyscy czekają już na ciebie - oznajmił wreszcie i chwytając mnie za dłoń wyszliśmy z pokoju, a następnie z domu. Najprawdopodobniej ustalił jakoś, albo bardzo przebiegle przekonał David'a, że to on mnie zawiezie na miejsce,
bo nikogo nie widziałam po drodze, kto miałby takie intencje.
Całą drogę szczerzyłam się do siebie. Nie mogłam nadal uwierzyć w to co
stało się w moim pokoju, to był chyba mój najlepszy prezent urodzinowy w
całym życiu, przebił stado kucyków i butik nazwany moim imieniem.
Przy wejściu na wielką salę, gdzie już było obecne mase ludzi, utworzyła
się dość pokaźna góra, różnokolorowych prezentów. Nie mogłam długo
potrzymać Nath'a za rękę, bo od razu kilkoro ludzi wzięło mnie by osobiście
złożyć życzenia (choć widziałam ich pierwszy raz w życiu), a Nathan'a zabrali
jego przyjaciele, czyli The Wanted bawiło się w komplecie. Oczywiście
przyjęcie organizowane przez mojego ojca miało charakter bardziej oficjalny.
Pomieszczenie było jasno oświetlone, na niskiej scenie cicho grała
orkiestra smyczkowa, ludzie ubrani byli w bardzo szykowne kreacje - garnitury
i suknie do ziemii. Nie czułam się z tego powodu speszona czy onieśmielona.
To był mój wieczór, więc miałam prawo się wyróżniać. Z alkoholi były jedynie
wina, białe i czerwone, szampany i różej maści drinki, których oczywiście nie
znałam ani jednej nazwy, bo tylko raz próbowałam alkoholu w postaci dżinu
i ani trochę mi nie smakował. By uwolnić się od ludzi których nie znam, oddaliłam
się w stronę stołu z 'górą' babeczek, gdzie nie było zbyt wiele osób. Prawdopodobnie to ten różowo-fioletowy kolor ich onieśmielał. Nim zdążyłam przeczesać wzrokiem całą salę, dołączyli do mnie Jay, Siva i Nathan. Czuć było momentalnie ich oddechy przesączone jakimś mocnym trunkiem. Naszą rozmowę przerwało tuzin kelnerów, którzy weszli na salę z tacą pełną kieliszków. Wzieliśmy po jednym, Jay nawet chciał drugi. Zrobiło się ciut ciemniej i skorzystałam z okazji, by wylać zawartość mojego kieliszka do kwiatka i nalać tam wodę. Następnie wjechał wielki tort - różowy, tak jak zaplanowałam kilkupiętrowy z wielką kremową kokardą (jadalną) na wierzchu, której jeden z boków ciągnął się przez całą długość tortu i widniał na nim napis 'Happy Birthday Rosalie'.
Całość tak mi się podobała, że nawet nie wściekłam sie na to że jest moje
pełne imie, a tak go nie lubiałam, dlatego zarządziłam by każdy zwracał się
do mnie 'Rose'.
Smakował, tak samo jak wyglądał. Nie był zbyt słodki, co by pewnie nie spodobało
się tym wszystkim, obecnym tutaj szychom. Potem przy bardzo kojącej melodii,
kilka par na parkiecie, kiwało się lekko, więc Nathan również postanowił mnie
tam zaprosić. Jednak nie trzymał się zbyt dobrze na nogach, a alkohol czuć
było coraz bardziej i to bardziej on podpierał się na mnie, a nie ja na nim.
Do tej pory to Siva próbował go ukrywać przed David'em który pewnie by nie
chciał tego, by jeden z członków grupy którą reprezentuje, upił się na przyjęciu
jego córki. Gdy skończyliśmy tańczyć oddałam go chłopakom, gdzie w kącie
nadal sięgali po kolejne kieliszki.
Czas bardzo szybko zleciał i to w bardzo dobrej atmosferze. Nawet po dość
dziwnym i trochę nieprzyjemnym spotkaniu z Liam'em, nie zmieniłam zdania
ani o Nathan'ie, ani o TW, nadal uważałam ich za co najmniej świetnych
chłopaków, a to że się upili i Siva (jedyny trzeźwy) zawiózł ich godzinę wcześniej
nie daje wcale im nic złego, są młodzi i to że ja jestem nauczona takiego zachowania
jakbym pochodziła z bardzo dystyngowanej dynastii hrabiów, nie oznacza, że
oni jako młodzi, nie mogą się zabawić... i upić.
Nadal byłam również wniebowzięta po pocałunku i nie mogłam przestać się
uśmiechać. Koło północy wróciłam z David'em i Rittą do domu, a Robert został
do samego końca.
Może i to przyjęcie nie było takie, jak gdyby się odbywało w Los Angeles, ale do
udanych nie mogę ich zaliczyć, a do tego dziś zdarzyło się coś co przybijało
wszystkie wspaniałe momenty w LA.
'Nie odrzucaj póki nie spróbujesz'

-----------------------------------------------------------
 PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY

Chcę jeszcze was prosić o follow dla mojego zespołu :)) Teraz pracujemy nad pierwszym coverem, więc miło mnie zaskoczcie masowym follow! <33 @LuckyStarsLS

niedziela, 28 lipca 2013

Eyes Of Rose 5

Przez następne dwa dni żyłam jakby w hipnozie. Pojawiające się gdzieniegdzie słońce dodawało otuchy,a ciągłe rozmowy telefoniczne z Nathan'em pozwalały mi myśleć że nie do końca jestem podpożądkowana rodzicom. Może i byli oni sławni, ale nigdy nie popieraliby mojego związku z osobą podobną do nich, a Nathan  na pewno był tego pokroju, ale według mnie jeszcze nie zdążył przesiąknąć sławą i nie jest taki jak inni - nie chodzi mu tylko o pieniądze. Nie wiedziałam jeszcze czy to miłość, ale czułam że jestem w stu procentach w nim zauroczona.
Tego dnia nadal nie mogliśmy się spotkać, ale gorsze było to że ten dzień, był dniem egzaminu. Strach wcale nie paraliżował mojego ciała (jak pewnie większości osób piszących go razem ze mną) bo martwię się czy mój poziom wiedzy jest wystarczający. O to akurat nigdy się nie bałam. Ale coś innego spędzało mi sen z powiek. Miałam iść tam sama, kompletnie pozbawiona 'peleryny niewidki' czy 'czapki znikajki'. Miałam przebrnąć długi korytarz czując na sobie wzrok setek uczniów i ich ciche głosy stwierdzające że przyszła kolejna 'nadąsana bogaczka'. Niby się do tego przyzwyczaiłam, co roku spotyka mnie to samo, ale nadal nie rozumiem czemu każdego ocenia się po okładce, to kwestia swojej 'mądrości' czy zwykłych stereotypów?
Obudziłam się wcześnie rano, pewnie tak jakbym wstawała, gdyby chodziła do szkoły.
Jednakże od kilku godzin nie mogłam usnąć i moja pobudka to było tylko wstanie z łóżka w którym rozmyślałam przez ostatni czas.
Zanim doszłam do drzwi prowadzących do łazienki, ktoś zapukał i wszedł.
-Śliczna, wstałaś, przyniosłam ci śniadanie.
-Dziękuję Marietto.
Podniosła brew i wyszła. Pewnie chodziła jej po głowie myśl 'czemu nie powiedziała Ritta?', ale byłam lekko zdenerwowana by bawić się w zdrobnienia.
Zerknęłam na dwa, trójkątne, czekoladowe ciasta i truskawki obok i trochę mnie zemdliło. Nie miałam na to ochoty. Odłożyłam tacę na biurko i skierowałam się do łazienki.
Załatwiłam swoje sprawy i następnie skierowałam się do garderoby. Nie mogłam być przesadnie wystrojona bo chciałam choć trochę wmieszać się w tłum, ale tutaj nawet gdybym założyła spodnie z zeszłego sezonu - których oczywiście nie posiadam - nadal moja
odmienność byłaby zauważona. Postawiłam na podobne kolory, pastelowa koszula, kwieciste spodenki i białe baleriny sprawiały że czułam się 'normalniej'.
Związałam jeszcze włosy w niedbałego koka i wyszłam z pokoju. Robert był już gotowy mnie odwieźć, choć sądziłam że będzie to Stephanie.
-Gdzie jest ...
-Pakuje się Rose, nie martw się zdążysz się z nią pożegnać - przerwał mi, ale i tak szeroko się uśmiechnął żeby mnie pocieszyć.
-Ochh, jasne. Ehmm jedziemy?
Kiwnął głową i otworzył mi główne, mosiężne drzwi. Tym razem miałam pojechać jego czarnym, lśniącym kabrioletem. W drodze bawiłam się swoimi palcami i wcale się nie odzywałam do niego, a sam też nie był skory do pogadanki.
Wyszłam z auta pod samym wejściem do szkoły. Życzył mi powodzenia i kazał do siebie zadzwonić od razu jak skończę.
Po tym trochę nieśmiało weszłam do budynku. Tak jak przewidywałam - setki oczu skierowane na mnie, każdy mój ruch dokładnie śledzony. Podeszłam do drzwi sekretariatu. Egzamin zaczynał się o 11.00, więc zostało mi jeszcze pół godziny. Postanowiłam się jeszcze przewietrzyć. Wyszłam na powietrze. Gdzieniegdzie na szkolnych błoniach uczniowie powtarzali sobie materiał w zaciszu pod wielkimi drzewami. Ale bardziej zainteresowało mnie co działo się nieopodal na boisku szkolnym. Podeszłam bliżej by im się przyjrzeć. Było tam jakichś czterech chłopaków i jedna dziewczyna. Zdziwiło mnie to, bo nigdy nie widziałam że osoby o różnej płci może połączyć coś innego niż miłość, ale moje odizolowanie od rówieśników najwyraźniej przeoczyło ten szczegół. Grali w piłkę nożną, a dziewczyna świetnie sobie radziła. Gdy strzeliła do bramki, najwyższy z chłopaków podniósł ją do góry. Uśmiechnęłam się do siebie. W tym samym momencie jedyny blondyn wśród nich klepnął w ramię kolegę i kiwnięciem głowy wskazał na mnie. Chwilę później już wszyscy się na mnie patrzyli, nawet ciemnowłosa dziewczyna.
Spuściłam wzrok, ale kątem oka zobaczyłam że zbliżają się do mnie. Nie wiedziałam czy wstać z miękkiej, zielonej trawy czy po prostu ich zignorować. Wybrałam to drugie, bo przecież w ignorowaniu ludzi jestem mistrzynią, podobno widzę tylko czubek własnego nosa, ale mnie to nie przeszkadza. Nadal kątem oka patrzyłam na nich. Zastanawiałam się czy również idą na egzamin. Wielu miało dresy a sama dziewczyna krótkie szorty i koszulę w moro.
-Hej, to ty jesteś tą dziewczyną która miała przyjść na egzamin? - rzuciła jakby od niechcenia brunetka.
-Ta...tak - wyjąkałam i podniosłam się, była o wiele niższa ode mnie.
-Przeniosłaś się tu? trochę dziwnie bo mogłaś pisać u siebie w szkole - kontynuowała, a najwyższy z chłopaków wpatrywał się we mnie.
-Nie, ja nie chodziłam do szkoły, uczyłam się w domu - poczułam jak płoną mi policzki.
Dziewczyna wytrzeszczyła na mnie oczy.
-A tak w ogóle jestem Jennifer, to jest Dylan, Jared, Spencer i Cody - wskazała na najwyższego z chłopaków.
-Rose - odpowiedziałam krótko.
-Wiedziałem! - krzyknął Cody.
Wszyscy włącznie ze mną spojrzeli na niego z zaciekawieniem.
-Nie rozumiecie? Wiedziałem że skądś ją kojarzę. To jest Rosalie Santorio, córka najbogatszego agenta w całej Wielkiej Brytanii, przyjechała tutaj z USA.
-Skąd to wiesz? - wyrwało mi się trochę oschle.
-Z wczorajszej gazety, byłaś na okładce gdy moja kuzynka przeglądała jakiś magazyn. Ty i ten z The Wanted.
-Nathan - poprawiłam.
Jennifer wpadła w niepohamowany śmiech, a zaraz jej koledzy dołączyli do niej.
Odwróciłam się i miałam już odejść, ale złapała mnie za rękę.
-Ochh... przepraszam, ale... ale nie mogę. Jesteś fajną dziewczyną, czemu zadajesz się z takim pozerem? - zapytałam nadal trzęsąc się ze śmiechu.
-Pozerem? - powtórzyłam podnosząc brwi do góry.
-No wiesz wielki Nathan bożyszcze nastolatek i w ogóle.
-A skąd ty to możesz wiedzieć ! Nie znasz go!
-A ty znasz? Zadaj sobie pytanie czy na prawdę znasz kogoś do końca kto jest sławny? - jej mina spoważniała i spoglądając na przyjaciół oddaliła się z nimi.
Stałam w szoku nie mogąc odkleić nóg od ziemi, zobaczyłam że niektórzy się podnoszą więc i ja powinnam iść już na egzamin, ale tysiące myśli huczały mi w głowie. Wreszcie nie myśląc o niczym niż spotkaniu z Nathan'em choćby rozmowie z nim by przypomnieć sobie jego głos i sposób w jaki mówi i co robi co będzie przeczyło z teorią Jennifer.
Pod salą do której miałam wejść ktoś złapał mnie delikatnie za ramię.
-Posłuchaj, nie słuchaj jej. Wiem że się nie znamy i nie znam też tego z The Wanted, ale nie powinna mieszać się w twoje życie. Rozumiem że to twoje środowisko i nic mi do tego.
-Czemu mi to mówisz?
-Bo nie chcę żebyś myślała o mnie różne, złe rzeczy. Wiem że nie masz teraz czasu, ale mam nadzieję że wkrótce zadzwonisz.
Wcisnął mi w dłoń kawałek papieru z napisanym numerem. Gdy podniosłam wzrok by do niego coś powiedzieć, zniknął. Wsadziłam świstek do torby i weszłam przez mahoniowe drzwi.
Weszłam do dość dużej klasy, gdzie narazie znajdowali się tylko uczniowie. Zauważyłam Jennifer siedzącą na kolanach jednego z jej kolegów, ale wyglądało to tylko na 'przyjacielski stosunek', bo rysowali coś na kartce i nie okazywali sobie uczuć.
Podeszłam do nauczyciela by wylosować numer. Siadając zorientowałam się że z mojej prawej strony i dwie ławki dalej siedział Cody i lekko się do mnie uśmiechał. Wygięłam kąciki ust do góry i opuściłam głowę, chowając twarz we włosach.
Pytania egzaminacyjne okazały się banalne i od razu wiedziałam co napisać, jednak nowe wydarzenia które nadal szumiały mi w głowię, przeszkadzały mi się skoncentrować i nad jedną odpowiedzią myślałam kilka minut. Jednakże byłam jedną z dwóch osób najwcześniej oddających prace. Nie rozglądałam się po klasie by zobaczyć kto to. Okazało się to dopiero gdy oddalałam się w stronę wyjścia ze szkoły, wyjmując przy tym telefon.
-Rosalie poczekaj - krzyknął do mnie Cody, jego głos można było od razu rozróżnić, był lekko zachrypnięty, ale jednak miał w coś sobie takiego co go odróżniało.
-Rose - poprawiłam go, nie przepadałam gdy ktoś mówi do mnie całe imię.
-Przepraszam, gdzie idziesz, mogę cię odprowadzić.
-Przykro mi ale ktoś po mnie przyjedzie.
Pojedyncza zmarszczka pojawiła się na jego czole.
-Nathan? - wypalił.
-Ochh nie. Asystent taty.
Nie zdążył odpowiedzieć, bo zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawił się Nathan, musiał to zobaczyć bo pogardliwie prychnął.
-Halo? - odezwałam się lekceważąc zachowanie nowego 'kolegi'.
-Hej Rose, dobry moment wybrałem? Zastanawiałem się czy nie pójdziesz ze mną do Funky Budha dzisiaj wieczorem.
-Nie ma sprawy, chyba wymykanie się z domu wejdzie mi w nawyk.
-Nie martw się po urodzinach się to zmieni. To będę na twojej ulicy o 19.00.
-Okej, do zobaczenia.
Uśmiechnięta przeniosłam wzrok z telefonu na Cody'ego. Unosił jedną brew.
-Rozumiem... do zobaczenia Rose.
Odwrócił się nie dając mi odpowiedzieć na jego szybkie pożegnanie.
Cody wydawał się świetnym chłopakiem, był wysoki - o wiele wyższy od Nathan'a, miał też piękne brązowe oczy, ale nie poczułam się przy nim 'magicznie'.
Tak jak obiecałam wcześniej, zadzwoniłam do Roberta, który przyjechał po mnie w kilka minut. Bardzo zainteresował się jak mi poszło, ale moje odpowiedzi były pozbawione entuzjazmu i przejęcia. W torbie odszukałam numer nowo poznanego chłopaka i wpisałam do telefonu. W drodze do domu wahałam się nad napisaniem mu wiadomości, ale ostatecznie byłam już na miejscu a w głowie miałam pustkę.
Miałam ochotę zagłębić się wśród ubrań, co zawsze mnie pocieszało, ale gdy tylko weszłam do domu, David poprosił mnie do gabinetu.
Nigdy nie przejawiał się nadopiekuńczością, za co mu szerze dziękowałam, bo sama byłam pozbawiona takiego uczucia, jak i dobroduszności czy pomocności. Nie zapytał się jak mi poszło tylko wytłumaczył od razu o co chodzi. Nie był sam, w gabinecie siedziała też kobieta, która przywiozła wczoraj mój tort - niewypał. Przez następną godzinę przeglądałam katalog, odrzucając setki pomysłów. Dopiero pod koniec zauważyłam ładny tort, jego kolor stopniowo się nasilał - od jasnego różu do ciemnego. Na samym wierzchu leżała (jadalna) kokarda. Dodałam tylko od siebie że ma być większy i dwupiętrowy, po czym oddaliłam się do siebie.
Po odłożeniu torby na fotelu poszłam sprawdzić co u Stephanie. Weszłam do niej gdy rozmawiała przez telefon. Jej walizka leżała pod ścianą, lecz wkładała jeszcze rzeczy do torby.
-Trochę to dziwne po tych sześciu latach, prawda? - odezwała się gdy skończyła rozmowę telefoniczną, lecz nie zauważyłam tego bo zatrzymałam wzrok na jej bagażu.
-Taak, dziwne - wydukałam, bo nie miałam pojęcia co powiedzieć jeszcze.
Miałam się cieszyć że nareszcie (może) będę wolna i nikt nie będzie za mną wszędzie chodził? Nie mogłam, ale dla mnie to też będzie jak utrata drugiej matki, bo ze Steph spędzałam więcej czasu niż z obojgiem rodziców łącznie.
Podeszła do mnie i mocno mnie uściskała, po czym spojrzała mi w oczy - starałam się odwrócić wzrok.
-Zawsze gdy będziesz czegoś potrzebować, dzwoń śmiało.
-Dzięki.
-No dobrze, to na tyle pożegnań. Zadzwoń kiedyś.
-Już jedziesz? Nie zostajesz do jutra? - zmartwiłam się.
-Och nie, przykro mi.
Kiwnęłam głową, uśmiechnęłam się najszerzej jak potrafiłam, lecz sztucznie i wyszłam do siebie. Teraz już na prawdę miałam podły humor. Pół godziny minęło i Stephanie zniknęła za drzwiami. Było mi smutno, choć łączyły się z tym też dobre strony, choć nie na
tyle
by się cieszyć. Miałam też wymówkę, by pójść wcześniej 'spać'. Tak na prawdę, poświęciłam godzinę by się przygotować i już schodziłam po schodach z butami w ręce, by ich obcasy nie narobiły hałasu i chwilę potem biegłam przez trawnik w kierunku czarnego samochodu.
Wsiadłam do środka i pocałowałam Nathan'a w policzek.
-Tylko w policzek? Słabo stary - jęknął ktoś z tyłu. Gdy się obejrzałam, zobaczyłam że to Max.
Spojrzałam na niego pytająco.
-No co, ktoś musi was odwieść z powrotem.
-Jakiś ty miły - powiedziała z sarkazmem i przeniosłam wzrok na przednią szybę, kątem oka widząc jak Nathan chichocze.
Dojechaliśmy do zatłoczonego klubu, gdzie stała już długa kolejka osób, które chcą wejść. Znaleźliśmy się w środku bez problemu. Usiedliśmy przy jednym z wolnych stolików, bo większość osób tańczyło.
-Co ci przynieść? - zapytał Nathan.
-Wodę.
-No co ty. Wino, piwo, drinka?
-Nie piję.
-Nie przesadzaj, nic ci nie będzie po jednym drinku.
-No dobrze.
-A mi możesz przynieś wodę - wtrącił Max.
-Ty możesz się sam ruszyć.
Uderzył go pięścią w ramię i razem oddalili się. Zaczęłam obserwować każdego niedaleko mnie, aż ktoś do mnie podszedł. Chłopak był wysoki i jakoś dziwnie znajomy.
-Przyszłaś tu sama? - zapytał przekrzykując muzykę.
-Nie - odpowiedziałam obojętnie.
-Ale na razie nikogo z tobą nie ma. To jak? - dodał podając mi rękę.
Jednak w tej samej chwili, niby przez przypadek Nathan mocno go trącił ramieniem, aż się zachwiał i schował dłoń.
-Jakiś problem - zapytał chłodno nowy chłopak.
-Ona jest ze mną.
Brunet spojrzał na Nathan'a chłodno i to samo spojrzenie przeniósł na mnie, po czym się oddalił.
-Czemu go tak potraktowałeś?
-To był Liam Payne z One Direction, a oni zawsze chcą zabrać to co nasze.
-Dobrze rozumiem? Teraz jestem WASZA?
Uśmiechnął się.
-Powiedziałbym że moja - pewnie gdyby nie byłoby tu tak ciemno, spłonęłabym rumieńcem.
Od razu zapomniałam o tamtym chłopaku. Siedzieliśmy tak chyba do północy. Max bardzo się przydał, bo Nathan na pewno nie odwiózłby mnie do domu i jeszcze potem nie trafiłby do siebie. Dziś znowu wchodziłam balkonem, gdyż drzwi były zamknięte, każdy spał, nie miałam wyjścia.
'Owocu z drzewa poznania dobra i złego nie smakuj, bo jeśli to uczynisz niechybnie umrzesz'.

___________________________________________


No i jest! Ahhh, dziękuję za 9 obserwatorów, 1000 wyświetleń i 8 komentarzy pod ostatnim postem! Chciałabym żeby liczby nadal się powiększały.
Co do rozdziału: widzicie że już wprowadziłam następne główne postacie czyli Jennifer i Cody. A już w następnym Rosalie pozna kogoś z 1D, no chociaż tak jakby w tym już poznała :))


I coś jeszcze! Nie zrezygnuje z tego opowiadania ;**

piątek, 19 lipca 2013

Eyes Of Rose 4


Po raz pierwszy od mojego przyjazdu z czegoś się ucieszyłam. Spotkanie z Nathan'em miało w moich oczach cudowną wizję. W nocy długo leżałam poddenerwowana i nawet  moim myślą deszcz za oknem nie przeszkadzał. Jednak jedno nie dawało mi spokoju. Nie wiedziałam czy wypada mi zapytać Nathan'a o zespół One Direction, nie chcę żeby się wkurzał, ale cały czas chciałam się dowiedzieć o co tak naprawdę im poszło. Może znajomości David'a pomogą?
Z samego rana, po zjedzeniu  obfitego śniadania - Ritta nie darowała mi wczorajszej kolacji - zajęłam się od razu powtarzaniem materiału. Umiałam go już dość, żeby zdać z wysokim poziomem, ale na siłę próbowałam słuchać Stephanie, by nie myśleć już o wieczorze i o tym jak wyjdę z domu...
-Rose, słuchasz? - Steph zauważyła moje rozkojarzenie.
-Taak.
-To powtórz co to jest weto.
-Zinstytucjonowana forma sprzeciwu, kompetencja organu państwowego do niedopuszczenia wejścia w życie ustawy lub innego aktu prawnego - wyrecytowałam z pamięci monotonnym głosem.
Spojrzała na mnie z uniesionym czołem jakby próbowała odczytać co mi jest, ale spuściłam wzrok bo na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech.
Powtórzyłam już prawie wszystko, od załamania światła, przez komórki miękiszowe aż do zakończenia drugiej wojny światowej.
David przy śniadaniu objecał, że do pracy idzie zaledwie na kilka godzin, bo musi zająć się moim przyjęciem. Cały czas zerkałam nerwowo na drzwi, musiałam się spytać o One Direction!
Gdy Stephanie oznajmiła że już koniec jak na jeden dzień, usiadłam przy fortepianie. To trochę żałosne, że uwielbiam grać, a przy ojcu nie mogę - moi rodzice nie popierali nigdy niczego co jest związane z muzyką, dla nich to strata czasu (i pieniędzy).
Sama nie wiedziałam co tworzę, palce same delikatnie uderzały o klawisze, tworząc powolną melodię. Mimowolnie zamknęłam oczy rozkoszując się ciszą panującą w domu, aż....W zamku drzwi coś zachrobotało. Poderwałam się do góry najszybciej jak mogłam i podbiegłam do kanapy, by w ostatniej chwili na niej usiąść.
-Hej Rose, grałaś? - zapytał David, gdy wszedł do domu i usiadł obok mnie.
-Nie, to pewnie z dworu. I co z przyjęciem? - szybko zmieniłam temat.
-Wszystko prawie gotowe. Przemyślałem zaproszenie The Wanted na twoje urodziny i sądze że to dobry pomysł. Zaśpiewając ci JEDNĄ piosenkę.
-Dobrze, dziękuję.
-A dzisiaj o 19.00 potwierdzisz wygląd tortu.
-CO!? - krzyknęłam.
-Coś się stało? Tylko potwierdzisz wygląd tortu, nic wielkiego... Rose nic ci nie jest? Blado wyglądasz.
-Nie, wszystko dobrze. Pójdę do siebie.
-Dobrze, może powiedzieć Mariettcie żeby ci przyniosła herbatę?
-Nie trzeba.
Lekko oszołomiona wspięłam się po schodach do pokoju. Od razu położyłam się na łóżku i zaczęłam intensywnie myśleć..
Skoro o 19.00 mam być w domu to nie mogę pójść na spotkanie z Nathan'em! Przecież nie będę w dwóch miejscach na raz. Będę musiała coś wymyślić, przecież na pewno jest jakieś rozwiązanie tego problemu.
Nie wiedziałam ile czasu minęło, ale szybko się podniosłam i sięgnęłam po laptopa, uprzednio sprawdzając czy drzwi są zamknięte. Teraz już cały czas miałam wyłączony głos w urządzeniu, więc nic nie mogło mnie wydać.
Skoro ojciec nie mógł mi powiedzieć nic o One Direction, postanowiłam wziąć sprawę w swoje ręce, choć powinnam zrobić to już dawno. Wpisałam nazwę w wyszukiwarkę, od razu pojawiło się mnóstwo tematów: perfumy One Direction, premiera filmu One Direction, nowa trasa koncertowa One Direction. Postanowiłam wejść w zakładkę 'grafika'. Ukazała mi się piątka, zabójczo przystojnych chłopaków. Powiększyłam jedno ze zdjęć, na widok chłopaka z zielonymi oczami i lekko kręconymi włosami zrobiło mi się gorąco. Nigdy nie poznałam tego uczucia, więc nie miałam pojęcia czym ono było.
Postanowiłam zobaczyć jak się nazywa. Zayn Malik, Niall Horan, Louis Tomlinson,Liam Payne i ... Harry Styles! Teraz wpisałam jego imię i nazwisko. Od razu patrząc na najnowsze zdjęcia poczułam okłucie zawodu. Pod jedną z fotografi pisało że Styles spotyka się z nijaką Karą Marshall. Uczucie w środku wygasło, ale zaraz! Zamknęłam laptopa, bo przecież to nie mogło tak być. Za kilka godzin umówiłam się z Nathan'em, tym chłopakiem którego znałam i muszę się przyznać przed samą sobą, na pewno nie był mi obojętny. Usilnie wyobraziłam sobie kawałek z naszego dzisiejszego spotkania i tym także zapomniałam o chłopaku z One Direction.
Przez jedne z trzech drzwi w moim pokoju weszłam do garderoby. Zaczęłam przeglądać ubrania, przechodząc z jednego rzędu do drugiego. Wreszcie wyciągnęłam białą sukienkę. Następnie dobrałam czarne, masywne buty na wysokim obcasie oraz czarną torebkę. Tak naprawdę nie byłam pewna, czy Nathan zaprosił mnie na pierwszą w moim życiu randkę, czy na zwyczajne spotkanie, dlatego nie mogłam być przesadnie wystrojona.
Sukienkę wraz z dodatkami położyłam na fotelu w moim pokoju, a chwilę po tym usłyszłam wołanie David'a żebym zeszła na dół.
Pośpiesznie wyszłam z pokoju, by nie wchodził do mnie. Stał na schodach i czekał na mnie.
-Przykro mi, ale tort przyjedzie za chwilę, więc musisz zejść.
Ucieszyłam się strasznie, ale nie dałam tego po sobie poznać. Przygryzłam nerwowo wargę, by się szeroko nie uśmiechnąć i zeszłam za nim, do salonu, którego jeszcze podczas mojego pobytu nie odwiedziłam. Był to chyba najmniejszy pokój w całym domu, jednakże zajmował powierzchę przeciętnego pomieszczenia w innych domach, co widziałam niekiedy na filmach.
Usiadłam na pufie w czarno-białe pasy, a David na czarnej skórzanej kanapie. Chwilę mi się przyglądał, ale gdy zobaczył, że i mój wzrok spoczywa na nim, przeniósł go na nierozpalony kominek. Właśnie to miałam po tacie, wolałam siedzieć cicho, niż niepotrzebnie gadać o tym co mi ślina na język przyniesie.
-Jak ci się podoba w Londynie? - zapytał po jakimś czasie, gdy cisza była męcząca, a ja nerwowo wpatrywałam się na zegarek na nadgarstku.
-Jest bardzo... urokliwie i nawet pogoda zeczęła się polepszać.
-Tak, na twoje urodziny będzie ładnie - odpowiedział uśmiechając się.
Więcej już nic nie dodał, bo nawet nie miał kiedy. Po kilkudziesięciu sekundach, Robert przyprowadził dość wysoką blond kobietę w podeszłym wieku. David powitał ją ochoczo, a ona przeprosiła go kilkakrotnie za zmianę godziny.
Miałam już się odezwać że nie trzeba przepraszam i wręcz ja powinnam jej podziękować, ale powstrzymałam się, bo nie potrzebnie bym się wydała.
Przeszliśmy do korytarza, gdzie na dość dużym wózku z kółkami, stał zapewne wysoki tort. Kobieta podeszła do niego i zdjęłam pokrywę. Od razu humor mi zrzedł.
Tort bym okropny... to znacz ucieszyłabym się jakbym miała 5 lat!
-Chyba sobie ze mnie kpisz?! - skierowałam to niezbyt miłe zdanie do ojca.
-Nie podoba ci się? - zakłopotał się.
-Zamek? Kareta z koniami? Kończę 18 lat, a nie 8! Nie chcę tego.
-Czy nie dałoby się go jakoś przerobić? - zwrócił się do kobiety.
-Można, ale skoro się nie podoba, może wrócę jutro w południe by pokazać nowe wzory?
-Dobrze, dziękuję bardzo i przepraszam, nie wiedziałem...
-Ugghhh...Jak zawsze - przerwałam mu i skierowałam się do schodów.
Nie dosłyszałam ich dalszej rozmowy, bo byłam po prostu zła. Jak mógł tak nawalić? Przecież tort jest niemal najważniejszy, a ja nie pragnęłam świeczek w kształcie wież zamku.
Zanim weszłam do pokoju, dogoniła mnie Stephanie.
-Nie idz, kolacja zaraz będzie.
-Przepraszam, idę spać, źle się czuję - wpadłam na ten pomysł w ostatniej sekundzie.
-Przynieść ci coś, albo zostać z tobą?
-Nie, tylko nie przeszkadzajcie mi. Zamykam pokój, bo chcę mieć spokój.
Kiwnęła głową, a ja szybko schowałam się za drzwiami. Nie mogłam uwierzyć że to wszystko tak łatwo mi pójdzie. Teraz już mogłam śmiało iść na spotkanie z Nathan'em.
Spojrzałam na zegarek. Z tego wszystkiego przestałam kontrolować czas, była już 6.15 wieczorem. Pośpiesznie usadowiłam się przed lustrem. Zrobiłam delikatny makijaż jak zawsze, tylko oczy. Włosy przeczesałam szczotką, pozostawiając je jak zawsze. I ubrałam się w to co przygotowałam wcześniej.
Teraz byłam jakieś 10 cm wyższa i modliłam się żeby Nathan nie okazał się teraz niższy. Oceniłam swój wygląd w lustrze na 10/10 i szeroko się uśmiechnęłam. Sukienka Burberry prezentowała się świetnie.
Teraz pozostała tylko kwestia wyjścia z domu. David jest pewnie z Robertem w biurze, a Ritta w kuchni, ale Steph mogła być wszędzie. Po cichu zeszłam po schodach i otwarłam najwolniej jak mogłam drzwi prowadzące do ogrodu, przez które wczoraj wprowadziłam Nath'a. Gdy je zamykałam, przez szkło zobaczyłam Stephanie idącą do salonu. Szybko przebiegłam przez trawnik do furtki, by mnie nie zobaczyła.
Dopiero kilkanaście metrów od domu odetchnęłam z satysfakcją.
David mieszka w centrum Londynu dlatego dojście do Big Ben'a zajęło mi 5 minut, lecz i tak byłam po czasie. Miałam wielką nadzieję że sobie nie poszedł bo kazałam mu czekać.
Jednak zbliżając się do wyznaczonego miejsca i przepychając się przez tłum, zobaczyłam jego twarz. Następne kilka kroków wręcz pobiegłam, nie mogłam się doczekać spojrzenia w jego oczy i tego uśmiechu na mój widok.
-Już myślałem że nie udało ci się wymknąć z domu - pokazał śliczne zęby i mocno mnie przytulił, czego się wcale nie spodziewałam.
Gdy mnie wypuścił z ramion spojrzał na mnie rozbawiony.
-Zrobiłem coś nie tak?
-Nie, wręcz przeciwnie - teraz ja się uśmiechnęłam co znów odwzajemnił.
Niebo zaczęło ciemnieć. A ja z każdą minutą zaczęłam potwierdzać moją hipotezę że jednak jest to randka. Na początku objął mnie ramieniem i rozmawiając cały czas spacerowaliśmy po parku. Czułam się przy nim tak swobodnie, dlatego cały czas się uśmiechałam, albo parskałam śmiechem, co uznał za 'urocze'.
Po jakiejś godzinie, zabrał mnie do restauracji, eksklusywnej do jakich byłam przyzwyczajona. Zamówiłam Raviolli z grzybami, a on przyglądając się mi tajemniczo poprosił o to samo. Mało się do siebie odzywaliśmy, gdyż z każdej strony ludzie nadstawiali uszy by móc nad podsłuchać. Tak jakby czytaliśmy sobie w myślach, bo skończyliśmy szybko, by móc wyjść i porozmawiać bez tylu par oczu na sobie.
Okazało się że niedaleko miał samochód. Zaoferował że mnie podwiezie, choć według mnie było to niepotrzebne.
-Jest ciemno, nie chcę mieć cię na sumieniu gdy ktoś cię napadnię - wytłumaczył i kilka minut później byliśmy na drodze wiodącej do domu ojca.
-Zatrzymaj się tu - zarządałam, by nie jechał prosto pod bramę, bo mogliby się zorientować że nie byłam w pokoju, tylko na randce, a David pewnie by postawił ochroniarzy przy drzwiach do mojego pokoju.
-Dziękuję za miły wieczór - szepnęłam gdy zatrzymał się. Nie wiedziałam czemu zciszyłam głos.
Kiwnął głową i lekko się do mnie przybliżył. Ogarnęła mnie panika.
-To ja już pójdę - odwróciłam głowę i otworzyłam drzwi.
-Zadzwonię - zdąrzył odpowiedzieć, a ja zobaczyłam na jego twarzy coś podobnego do rozczarowania.
Weszłam na parcelę i przemknęłam przez trawnik. Zerknęłam przez szklane drzwi czy mogę wejść. Niestety siedział w pokoju David i Robert. Na moje nieszczęście asystent ojca zobaczył mnie i wytrzeszczył oczy. Pokiwałam przecząco głową, co miało oznaczać żeby nie mówił nic i wycofałam się.
Jedyna opcja jaka mi pozostała, to wejście po pnących roślinach które wiły się po drabince zamocowanej na balkonie do mojego pokoju.
'I tak jakby ten dzień był najcudowniejszy w mojej egzystencji [...]'

--------------------------------

Może rozdział wesoły, ale mi tak nie jest. Zastanawiam się nad skończeniem poprzedniego bloga i koniec z pisaniem (chwilowo). Idę do liceum i nie będę miała pewnie czasu i możliwe ochoty po całym tygodniu na pisanie. Do tego w czerwcu zepsuł mi się laptop i teraz przyszedł mi nowy notebook który jest do niczego. Ma system android, więc... sami wiecie, ehhhh. Nie wiem, jeszcze się zastanowię.


CZYTASZ=KOMENTUJESZ

sobota, 6 lipca 2013

Eyes Of Rose 3

Mój sen był zaskakująco jasny. Szłam ciemnym, wręcz czarnym korytarzem i nagle pojawiło się oślepiające światło. Był to jakiś chłopak którego twarzy nie widziałam, a za nim stał jeszcze jeden, trochę mniej w świetle i na końcu dokładnie rozróżniłam Nathan'a. Obudziłam się zdyszana. Nie wiedziałam co to może znaczyć, bo ewidentnie była to iluzja, że Nathan jest ostatni, choć nie wiedziałam czemu w mojej głowie, bo z tamtąd nie mógł wyjść, czyli musiał być pierwszy.
Po dość długich przemyśleniach postanowiłam nie zakrzątać sobie nim głowy. Jeśli nigdy już nie zobaczę się z nim, to z czasem zniknie. Taki układ mi pasował.
Jedynym dniem w którym David nie pracował była niedziela. Musiałam się od razu ubrać, gdyż nie tylko ja bym czuła się skrępowana, gdyby zobaczył mnie tylko w za dużej koszulce, on pewnie też - bo przecież miałam to po nim.
Nie miałam dzisiaj planów dlatego założyłam zwiewną, zieloną spódniczkę i biały top. Zeszłam powoli na dół, by specjalnie nie natknąć się na tatę. Na szczęście, przez uchylone drzwi od jego gabinetu zobaczyłam że rozmawia ze Stephanie.
Udałam się do kuchni, wpadając po drodze na Roberta.
-Gdzie wczoraj się podziewałaś? Miałaś spotkać się z malarzem - nie był zły, bo się uśmiechał.
-Kompletnie mi to z głowy wyleciało, może przyjść za godzinę.
Pokiwał twierdząco głowo i odszedł z telefonem. Marietty nie było w kuchni. Zostawiła mi karteczkę obok śniadania (tostów francuskich) w której życzyła mi smacznego, bo sama poszła na zakupy.
Wzięłam zaledwie jednego, bo nie czułam się ani trochę głodna. Postanowiłam skorzystać z okazji i biorąc uprzednio kubek z herbatą, pobiegłam do pokoju. Wyjęłam laptop z torby, której od przyjazdu jeszcze nie tknęłam i włączyłam go, obawiając się, że ktoś może wejść.
Takie coś jak internet nie było dla mnie. Rodzice zawsze się martwili że mogę nauczyć się z niego niepotrzebnych rzeczy i nigdy nie pozwalali mi z niego korzystać. Jednak mama nie wiedziała że u taty w domu jest WiFi i nie będzie to tak trudne jak w domu w LA. Jedyne co chciałam sprawdzić to The Wanted. To właśnie wpisałam i kliknęłam w pierwszy link. Nagłówek: Wojna między The Wanted a One Direction dawała obiecujący materiał, ale nie miałam czasu. Chciałam zobaczyć jakie mają piosenki i jak śpiewają. Puściłam I Found You, jednak było za głośne i chcąc wyłączyć to, zrzuciłam laptop na podłogę.
W tym samym momencie wszedł David.
-Słuchałaś muzyki? - zaniepokoił się.
-Nie, to chyba z dworu bo mam otwarte okno.
Zamyślił się i podszedł do parapetu by je zamknąć. Gdy to robił dyskretnie kopnęłam laptop pod łóżko.
-Za chwilę zejdź na dół.
Odetchnęłam głęboko. Jakby się dowiedział że korzystałam z internetu, pewnie zlikwidowałby go. Tak, właśnie nawet muzyki nie mogę słuchać.
Postanowiłam spróbować w nocy, gdy będzie już spał.
Żeby więcej osób już mnie nie odwiedziło w pokoju, zeszłam na dół. Malarz z którym miałam współpracować rozmawiał właśnie z tatą i Robertem, ale nic z tego nie rozumiałam. Gdy przybliżyłam się bardziej, zrozumiałam że nie mówią po angielsku tylko po włosku. Ja znałam przybliżony do tego hiszpański, dlatego rozróżniałam poszczególne słowa.
Dwie godziny siedzenia w jednym miejscu bardzo nudziły i do tego Włoch kazał mi się patrzeć tylko i wyłącznie na drzwi, które cały czas były zamknięte. Nie widziałam żadnego sensu w tym. Po co zaproszonym gościom jakieś kartki na pożegnanie z moją podobizną? Spodziewam się że wyrzucą je do najbliższego kosza, bo przecież nie powieszą sobie nad łóżkiem!
Gdy malarz już kończył, David siedział blisko mnie, bo Włoch nie pozwolił nikomu oglądać pracy, nim będzie gotowa. Nareszcie skończył i tata wręcz podskoczył żeby ją zobaczyć.
Dokładnie widziałam jego reakcję. Najpierw poczerwieniał, zrobił sie wręcz fioletowy i wrócił do normalnego koloru. Zaczął na niego wrzeszczeć po włosku.
Podeszłam do nich żeby zobaczyć o co chodzi. Powód furii David'a był jasny.
Zamiast mojej twarzy tak jak to było zaplanowane, byłam namalowana do połowy i to nie tak jak byłam teraz ubrana, nie miałam nic na sobie, tylko włosy wszystko przykrywały. Na głowie miałam też dość pokaźny wianek.
-Tato nic się nie stało, może być takie. Niech tylko skróci do samej twarzy i będzie dobrze.
Spojrzał się na mnie i już miał coś powiedzieć, ale zrezygnował. Za to odezwał się nieco spokojniej do włocha.
Przeczekałam aż wszystko się uspokoi na kanapie. Gdy malarz wyszedł z domu, David nic nie powiedział tylko nadal zdenerwowany poszedł do biura. Wtedy zajęła mnie Stephanie. Przez następną godzinę powtarzałam biologie, chemie i fizykę do egzaminu, a to był dopiero wstęp. Po tych przedmiotach zrobiłyśmy przerwę. Wzięłam swój telefon i wyszłam na dwór żeby zadzwonić do mamy. Musiałam zostać jedynie na naszej posesji, bo dalej oddalić sie nie mogłam.
Zanim jednak znalazłam numer ktoś delikatnie dotknął mojego ramienia. Wystrszona gwałtownie się odwróciłam.
-Spokojnie - szepnął i od razu rozpoznałam ten głos.
-Skąd mogłam wiedzieć kto mnie śledzi?
Zaśmiał się cicho.
-Chciałem tylko zobaczyć się z tobą i zapytać jak przygotowywania do urodzin.
Wtedy drzwi główne się otworzyły i szybko pociągnęłam Nathan'a w dół, tak że leżeliśmy w krzakach, a on cicho się podśmiewał.
-Cicho. - szepnęłam.
Gdy usłyszałam że nikogo w pobliżu nie ma, szybko wstałam a on zrobił to samo.
Głową kiwnęłam żeby szedł za mną. Wprowadziłam do bocznymi drzwiami, skąd było bliżej do schodów.  Cudem dotarliśmy do mojego pokoju.
-Czemu to całe przedstawienie? - widać było że go zaskoczyłam.
-David nie może wiedzieć że do mnie przyszłeś, rozumiesz?
-Ehm jasne. Potajemne spotkania zawsze spoko.
Podniosłam jedną brew. Chyba źle to rozegrałam bo sobie pomyślał coś innego, niż chciał.
-Nie o to chodzi, ale mniejsza o to. Po co przyszłeś?
-Do ciebie, wczoraj nie mogliśmy porozmawiać w cztery oczy.
Zrobiłam się pewnie czerwona jak pomidor i odwróciłam wzrok.
-Ładnie ci gdy się rumienisz - kontynuował.
-Przestań, powinieneś już iść żeby tata cię nie zobaczył.
-Zobaczymy się jeszcze?
-Może...
Musiałam urwać bo ktoś nacisnął klamkę od drzwi. Nathan szybko wszedł pod łóżko, choć wolałabym żeby wyszedł na balkon.
To Stephanie nam przeszkodziła. Miałam nadzieję że nie wyciągnie mnie z pokoju do dalszej nauki. Ale miała inny cel. Przyniosła manekina z nałożoną sukienką. Od razu rozróżniłam ją z tych wielu zaprojektowanych przez moją mamę.
-Tu jesteś Rose. Twoja mama przysłała sukienkę na urodziny i prosiła żebyś ją od razu przymierzyła.
-Teraz? - przestraszyłam się.
-Tak, czemu nie?
-A mogę wyjść do łazienki?
-Przebieraj się tutaj, ja wyjdę i za minutę wrócę.
Nie wiedziałam co zrobić. Nie będę się przebierać przy obcym chłopaku który siedział pod łóżkiem.
-Nathan wychodź i na balkon.
-Co?!
-Nie mogę się przy tobie przebierać.
-Czemu nie? No dobra, ja się odwrócę.
-Nie podglądaj.
Nie miałam innego wyjścia. Wiedziałam jednak że podgląda dlatego ubrałam się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Gdy zapinałam suwak weszła Steph.
-Hmm... jest okej tylko za długa, powiem twojej mamie żeby przysłała krótszą.
-Nie. Nie założe jej, jest okropna. Powiedz mamie że założe to co sama kupię.
Nie skomentowała mojego zachowania, tylko bez słowa wyszła, a Nathan wyszedł spod łóżka. I przybliżył się do mnie na niebezpieczną odległość. Moje myśli szalały.
-Jesteś bardzo wybredna. Sukienka jest ładna.
-Ale mnie się nie podoba. Powinieneś już iść.
-Spotkamy się jutro?
-Nie wiem, jeżeli uda mi się wymknąć z domu.
-O 19.00 pod Big Benem?
-Spróbuję ale nic nie obiecuje.
Uśmiechnął się jakby przeczuwał że zrobię wszystko żeby się z nim spotkać.
Teraz już wyszedł sam, bo dobrze znał drogę powrotną. Usiadłam w tej sukience na łóżku i zastanawiałam się jak ja to jutro zrobie. Nie wymknę się nie zauważona.
Wreszcie gdy przez kwadrans nic nie wymyśliłam, przebrałam się w poprzednie ubrania. Zeszłam na dół żeby znieść manekina razem z sukienką.
-Rose zostań, już podaję kolację - Ritta niestety nie zauważyła.
-Nie mam ochoty.
-Nie, nie. Wczoraj już nie jadłaś, wreszcie wpadnieć w anoreksję.
-Tylko dlatego że opuszczę jeden posiłek?
-To podstępna choroba.
Uległam. Usiadłam na moim miejscu przy stole i czekałam na przybycie taty. Tylko z nim jadałam. Robert, Marietta i Stephanie jedzą w kuchni.
Przyszedł zaledwie minutę po mnie.
-Co do twoich urodzin Rose, to w dzień egzaminu przyjedzie tort.
-Dobrze. A tato? Mógłabym zaprosić też The Wanted? Chciałabym żeby było choć kilka osób w moim wieku.
-Czemu akurat ich? - jego pięści zrobiły się prawie białe, tak je ściskał.
-Bo tylko ich tu poznałam, zresztą dobrze ich znasz.
-Pomyśle nad tym.
Skończył rozmowę, bo zajął się jedzeniem. Mogłam to inaczej rozegrać, ale chociaż mam to teraz za sobą. Nie zjadłam prawie nic i szybko poszłam do góry z pretestem, że idę już spać.
Tak naprawdę wzięłam prysznic i położyłam się w łóżku z laptopem i podłączonymi do niego słuchawkami. Poprzednia strona była włączona i przesłuchałam I Found You do końca. Mogłam również przeczytać 'Wojna pomiędzy The Wanted a One Direction'. Tego drugiego zespołu nigdy na oczy nie widziałam, nie znałam ich imion, ani piosenek i chciałam żeby tak zostało. Skoro trzymam stronę zespołu w którym jest Nathan, to nie chcę nic wiedzieć o One Direction. Jedyne co chciałam się dowiedzieć to czemu się kłócą, bo w tym co przeczytałam to tylko dlatego że Max powiedział o jakimś Louis'e że jest gejem.
Ale to ich tak poróżniło? Zamknęłam laptop i zaczęłam rozmyślać o jutrzejszym dniu i jak wspaniały będzie.
'Dlaczego to takie dobre uczucie, gdy boli tak bardzo?
Moje myśli ciągle podpowiadają mi
Uciekaj najszybciej jak możesz'

 --------------------

Wiem że na razie mało się dzieje, ale muszę jakoś zacząć. Mam masę pomysłów, więc przyrzekam że nie będziecie się tu nudzić! :))

Olivia Eliot